Pokazywanie postów oznaczonych etykietą optymalizacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą optymalizacja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 maja 2017

Komputery poleasingowe - opłaca się czy nie?

Coraz częściej w polskich firmach napotykamy komputery poleasingowe czyli sprzęt, który w swojej karierze był przedmiotem leasingu, był używany wcześniej w banku czy innej większej firmie lub instytucji - z reguły w Europie Zachodniej, Skandynawii czy w Ameryce Północnej.

Gdy umowa leasingu dobiega końca, komputery są odsprzedawane firmom, które zajmują się obrotem takim sprzętem. U takich pośredników sprzęt jest odświeżany - czyszczony, naprawiany, rozbudowywany, często instalowany jest również system operacyjny Windows w wersji Refurbished PC. Takie komputery, często solidne, markowe produkty renomowanych producentów, kupowane są przez polskie firmy w roli typowych komputerów biurowych lub nawet mocniejszych stacji roboczych dla projektantów czy do obróbki multimediów lub grafiki.

Czy to jednak jest dobry pomysł i czy sprawdzi się on w każdej firmie? Postaram się opowiedzieć trochę o blaskach i cieniach takich komputerów oraz spróbuję trochę zaocznie doradzić osobom decyzyjnym w firmach czy taki zakup się sprawdzi w ich przedsiębiorstwie.

Dlaczego zakup komputera poleasingowego to wg mnie dobry pomysł:
  • cena takiego komputera jest o rząd wielkości niższa niż sprzętu nowego, prosto ze sklepu czy od producenta. Jeśli więc chcemy na szybko uruchomić w firmie nowe stanowisko czy zorganizować niewielkim kosztem komputer do domu dla osoby z mniejszymi wymaganiami (np. osoby starszej), zakup komputera poleasingowego jest bardzo atrakcyjną ofertą,
  • często sprzęt poleasingowy znanych marek jest wykonany znacznie solidniej na lepszych podzespołach niż tzw. "składaki" i w praktyce służy bez awarii znacznie dłużej niż wspomniane komputery składane przez sklepy czy dostawców z różnych podzespołów. Nawet jeśli w momencie zakupu komputer poleasingowy ma już kilka lat pracy "na liczniku", nieraz potrafi przeżyć słabszej jakości "składaki",
  • system operacyjny w wersji Refurbished jest instalowany za niewielką cenę u dostawców komputerów poleasingowych - dużo niższą niż nowy Windows - niezależnie od wersji systemu, z którym producent wypuścił oryginalnie komputer na rynek. W praktyce możemy więc "dobrać sobie" system operacyjny i nabyć komputer z legalnym Windows 7 czy Windows 10 w wersji Refurbished
  • system operacyjny w wersji Refurbished jest instalowany najczęściej w wariancie Pro - co na dzień dobry jest dodatkową oszczędnością w sytuacji gdy nowe systemy operacyjne w wariancie Pro kosztują obecnie rzędu 700 PLN brutto.
  • sprzęt poleasingowy jest z reguły łatwiejszy do serwisowania dla informatyka - większość obudów takich komputerów ma dosyć sprytny system ich otwierania/zamykania bez konieczności używania śrubokręta, czytelnie oznaczony za pomocą odpowiednich dźwigni czy kolorowych uchwytów,
  • komputer poleasingowy często można nabyć z procesorem, który kiedyś uchodził za "sprzęt wyścigowy", ale dzisiaj spokojnie nie ustępuje typowym procesorom średniej klasy, sprzedawanym obecnie,
  • sprzęt poleasingowy możemy jeszcze trochę tuningować, dodając np. dysk SSD i na nim instalując system operacyjny albo instalując kontroler USB 3.0. W efekcie, niewielkim kosztem, zbliżamy się trochę do kluczowych możliwości nowych komputerów za pomocą starszego sprzętu - np. komputer poleasingowy dzięki dodanemu dyskowi SSD startuje bardzo szybko, dużo szybciej niż gdy był nowy i miał tradycyjny dysk.
Są jednak i cienie korzystania z komputerów poleasingowych:
  • jeśli dostawca komputerów poleasingowych się nie przyłożył, możemy trafić na komputer, który pozornie działa przy pierwszym włączeniu, jednak przy dłuższej pracy okazuje się być niestabilny. Przy dokładnych oględzinach informatycznych taki komputer często okazuje się mieć błędne sektory na dysku czy uszkodzoną pamięć RAM, robiącą błędy i powodującą błędy typu blue screen - czyli charakterystyczne niebieskie ekrany z informacją o nieodwracalnym błędzie i zatrzymaniu systemu operacyjnego. Tak więc warto zabezpieczyć sobie możliwość wymiany komputera na inny w razie wykrycia ukrytych wad już po zakupie,
  • sprzęt poleasingowy z reguły nie jest już objęty już gwarancją producenta, bywa że dostawca komputerów poleasingowych dodaje do sprzętu swoją gwarancję, pozwalającą wykryć ukryte wady, ale niekoniecznie zabezpieczającej nas przed awarią, występującą np. po roku,
  • pomimo solidnej konstrukcji, w czarnym scenariuszu taki komputer poleasingowy, w wyniku złego traktowania przez poprzedniego użytkownika czy pośrednika odsprzedażowego, może mieć jakąś ukrytą wadę w postaci np. uszkodzonych złącz na płycie głównej czy tzw. "zimnych lutów". W efekcie wydaje się działać dopóki ktoś nie spróbuje otworzyć obudowy i nawet fachowo wykonać jakiejś prostej zmiany sprzętowej. Wówczas może się okazać że komputer nie chce się włączać albo widzimy czarny ekran i słyszymy dość złożony sygnał dźwiękowy, oznaczający błąd sprzętowy,
  • jeśli nasz dostawca nie umożliwia wymiany wadliwego komputera używanego, koszt naprawy na własny koszt takiego komputera może nierzadko zbliżyć koszt całej inwestycji do nowego komputera. Warto to więc doprecyzować z dostawcą przed zakupem.
  • wg mnie szczególnej uwagi wymagają poleasingowe laptopy. Abstrahując już od tego, że dostajemy "wymacaną" klawiaturę przez zupełnie obcą osobę, często w niezbyt higienicznych okolicznościach, dodatkowo możemy też trafić na sprzęt po prostu "zmęczony życiem," ewidentnie optycznie i mechanicznie zużyty...
    O ile stacjonarny komputer poleasingowy z reguły nie jest fizycznie mocno eksploatowany, dokupujemy do niego nową klawiaturę czy mysz, to w przypadku laptopa wymiana klawiatury czy touchpada wymagałaby wymiany większości obudowy - co z przyczyn finansowych oczywiście nie ma sensu. Tak więc poleasingowe laptopy bywają w różnym stanie - w zależności od temperamentu i poczucia porządku poprzedniego użytkownika oraz jakości wykonania samego laptopa. Bywa że w tańszych laptopach anteny do łączności bezprzewodowej (WiFi czy wbudowanego modemu komórkowego) w praktyce sprowadzają się do drucika, pociągniętego z płyty głównej laptopa, poprzez zawias mocujący pokrywę a dalej przez część samej pokrywy. W zależności od myśli technicznej zastosowanej w danym produkcie, w wyniku długotrwałego użytkowania i otwierania oraz zamykania klapy, taki kabelek może się po prostu uszkodzić a w efekcie taki komputer miewa problemy z łącznością bezprzewodową bez widocznej przyczyny. 
    W podobny sposób mogą być "zmęczone życiem" matryce w używanych laptopach.
  • poleasingowe monitory stacjonarne również mogą mieć rozliczne wady matrycy - wrodzone albo nabyte. Mogą być to martwe piksele, które pojawiły się w trakcie użytkowania u poprzedniego właściciela, mogą być to charakterystyczne ślady zbyt brutalnego potraktowania ekranu palcem czy innym agresywnym przedmiotem, mogą być nawet pionowe, irytujące paski albo nienaturalny kolor podświetlenia matrycy w związku ze zużytymi świetlówkami. Tak więc monitor poleasingowy warto dokładnie sprawdzić przez zakupem i żądać od sprzedawcy możliwości jego wymiany w przypadku gdy nie spełni on naszych oczekiwań.

Podsumowując - czy warto kupować używane komputery?

Najprościej mówiąc: wg mnie to zależy od przypadku i jest trochę tak jak z używanymi samochodami. Mamy tu jedną różnicę - przepaść cenowa pomiędzy nowym a używanym samochodem jest dużo większa niż w przypadku komputerów.

Wg mnie warto decydować się na zakup sprzętu poleasingowego o ile umiemy sobie dać radę z rozmaitymi niespodziankami, jakie możemy napotkać w używanym sprzęcie, umiemy dogadać się ze sprawdzonym dostawcą takiego sprzętu, mamy do dyspozycji informatyka - własnego czy pomagającego w ramach outsourcingu IT czy pomocy komputerowej. Przyda nam się również dobry doradca, który rzuci fachowym okiem na ofertę sprzętu poleasingowego czy też dokona takich oględzin na miejscu u dostawcy przez zakupem.

Jeśli jednak oczekujemy sprzętu pachnącego nowością, pełnego supportu ze strony producenta czy dostawcy, długoterminowych gwarancji na sprzęt, obawiamy się przestojów firmy wskutek ukrytych wad sprzętu, nie mamy do pomocy informatyka albo nie chcemy ponosić niespodziewanych kosztów związanych z naprawą komputera po gwarancji producenta - nie kupujmy sprzętu poleasingowego, zwłaszcza gdy koszt przestoju takiego stanowiska w firmie jest znaczny (w niektórych firmach nawet kilka tysięcy PLN) lub usługa doraźnej pomocy informatycznej byłaby istotnym kosztem.

Co zatem zrobić, jak żyć? Złotym środkiem wydaje się skorzystanie z opinii doświadczonego czy rzetelnego informatyka, który bez większych problemów powinien ocenić na ile w danej sytuacji komputer poleasingowy się sprawdzi oraz jaką ofertę wybrać. 

My również zajmujemy się takim doradztwem i zapraszamy do skorzystania z naszego wsparcia w tym zakresie.

Jak uniknąć zmarnowania pieniędzy na IT?

Dzisiaj coś dla prezesów, dyrektorów, szefów czy osób decyzyjnych w firmach... Można powiedzieć że próbuję tu przedstawić podstawowe zasady survivalu w świecie ofert na wdrożenia informatyczne.

Bardzo często to właśnie taka osoba jak prezes czy szef firmy zleca prace informatyczne lub czy autoryzuje jakiś wydatek związany z informatyką. Mogą być to typowe prace informatyczne, wdrożenie nowego rozwiązania, może być strona www czy sklep internetowy, może usługa chmurowa a może być również zakup serwera czy infrastruktury sieciowej. Innymi słowy - osoba decyzyjna autoryzuje w typowej firmie dowolny zakup związany z informatyką.

I bardzo często pojawia się paradoks - taka osoba niezbyt często dysponuje wiedzą informatyczną a jednocześnie to właśnie najczęściej ona podejmuje ostateczną decyzję w sprawie typowo informatycznej.

Trudno się w sumie temu dziwić - bycie informatykiem najczęściej nie jest rolą prezesa czy dyrektora. Jednak taka wiedza z branży IT bardzo się przydaje jeśli chodzi o zarządzanie związane z wydatkami IT, np. zlecanie usług informatycznych, zakupów IT czy też weryfikacja realizacji tych prac itp. Sprawa staje się jeszcze ważniejsza gdy mówimy o większych kwotach.

Informatyka jest bowiem pełna pułapek. Osobie nie informatycznej łatwo jest wpaść w takie pułapki i autoryzować zlecenie IT, które nie przyniesie efektu, nie ma większych szans powodzenia albo niespodziewanie niesie za sobą dużo większy koszt niż zakładano.

Dzieje się tak najczęściej gdyż:
  • język informatyczny jest pełen pozornie wieloznacznych określeń, które tylko informatyk lub osoba znająca się na tym, zinterpretuje jednoznacznie i poprawnie. Osoby mniej zorientowane merytorycznie łatwo mogą zupełnie niechcący opacznie je zrozumieć i na tej podstawie podejmować nie zawsze trafne decyzje i działania. Mogą również dać się łatwo zmanipulować handlowcowi zewnętrznej firmy, wdrażającej rozwiązania informatyczne, które wcale niekoniecznie potrzebne są w naszej firmie.
    Przykładem niech będzie słowo "serwer" używane potocznie. To samo słowo może oznaczać zarówno:
    • duży sprzęt komputerowy przeznaczony pod instalację serwerowego systemu operacyjnego,
    • sam serwerowy system operacyjny wykorzystywany na serwerach, 
    • jakąś usługę (np. DHCP przydzielającą adresy IP w lokalnej sieci) albo funkcję - np. komputer o charakterze biurowym ale w danej firmie pełniący rolę serwera.
  • technika często dla osób nie informatycznych bywa nieprzewidywalna - "w praniu" okazuje się że ponosimy znacznie większe koszty rozwiązania niż początkowo zakładaliśmy czy nam obiecywano. Coś, co działało bez problemów wcześniej na setce innych komputerów czy serwerów, może nie zadziałać na naszym. W efekcie prace informatyczne mogą znacznie się przeciągnąć albo wiązać się z wyższym kosztem. Co więcej - może być to naprawdę czysty przypadek, niczyja zła wola czy partactwo.
    Każdy komputer czy system informatyczny jest innym przypadkiem - może być inaczej skonfigurowany, ma zainstalowany inny zestaw programów, może mieć zupełnie inną historię działań jego użytkowników itd.
    W efekcie dochodzi do sytuacji patowej. Taki szef, który zlecił dane wdrożenie, nie będąc świadom realiów rządzących informatyką, może oskarżyć wykonawców o niesolidne wykonanie pracy, zawyżanie kosztów itp. Z kolei wykonawcy bronią się zgodnie ze stanem faktycznym - wyjaśniają że coś poszło nie tak nie z ich winy, że prace rzeczywiście potrwały dłużej, że wymagały większego nakładu pracy itp. Oczywiście z reguły to właśnie wykonawcy są bliżsi prawdy - choć może się zdarzyć i nierzetelny informatyk, który zawyży koszty czy czas prac. Dlatego też trudno to wyjaśnić osobie nie informatycznej.
    Najczęściej jednak naprawdę winę za to ponoszą tylko komputery - nie zachowały się zgodnie z oczekiwaniami czy szacowaniami.
Przykłady? Proszę bardzo :)

Bardzo często szefowie firmy czy osoby decyzyjne są namawiane przez różne informatyczne firmy wdrożeniowe na wdrożenie serwera w firmie. W założeniu taka operacja spowoduje wielkie "WOW!", wielką rewolucję. Obiecują że wszystko nagle ruszy z kopyta, pomnożą się zyski, handlowcy nagle zrobią swoje targety bez problemów, firma pozyska stado nowych klientów itp. Po prostu obiecują przysłowiowe złote góry :) Wielu szefów, wrażliwych na profesjonalnie podejście handlowe, "kupuje" taką wersję zdarzeń i zgadza się na realizację prac.

Dopiero podczas wdrożenia w praktyce okazuje się że wdrożenie serwera może również oznaczać istotne koszty (bywa że nawet o 300% wyższe niż zakładano), przerwy w normalnym funkcjonowaniu firmy czy jej sieci komputerowej, zmianę organizacji pracy firmy czy narzekania pracowników. 

Oczywiście pozytywny efekt końcowy jest ale nie tak duży jak zakładano, koszty wdrożenia również wyższe niż założono - cała impreza po prostu się mniej opłaca firmie niż początkowo zakładano. Po dokładnym zastanowieniu może się okazać że wystarczyło kupić dobrą obudowę z dyskami NAS zamiast stawiać całego wielkiego serwera, płacić za różne funkcjonalności, których się potem nie wykorzystuje, wydawać potem pieniądze na ochronę antywirusową takiego serwera, płacić za regularną opiekę informatyczną na tym serwerze - a wszystko dlatego że sprzedawca profesjonalnie powiedział "Potrzebny Państwu serwer!"...

Inna przykład to zakup czy wdrożenie nowego sprzętu lub oprogramowania. Tu też często sprzedawcy zrobią wszystko abyśmy uwierzyli iż mocniejszy, większy sprzęt czy najwyższa wersja danego oprogramowania jest nam niezbędnie potrzebna, podczas gdy faktycznie również wersja ze średniej półki załatwiła by sprawę. I choć od nadmiaru głowa niby nie boli to jednak często jest tak że ktoś, wykorzystując brak rozeznania informatycznego klienta, próbuje sprzedać coś, co w praktyce nie znajdzie efektywnego zastosowania w danej firmie albo koszt danego rozwiązania nie zostanie zrekompensowany przychodami z tego tytułu.

Kupienie do pracy biurowej dla sekretarki laptopa za 5000 PLN, posiadającego 16 GB RAM, mocną kartę graficzną dla graczy, duży dysk SSD i podświetlaną klawiaturę, niekoniecznie spowoduje wzrost jej wydajności pracy. I choć może powołuję tu dość przejaskrawiony przykład, dobrze ilustruje on zjawisko. Handlowcy bardzo często mylą pojęcie "najlepszy" z pojęciem "najdroższy" a szefowie firm bardzo często pytają właśnie o "najlepszy" sprzęt. Dopiero potem okazuje się że "najlepszy" powinno znaczyć raczej "najbardziej dopasowany do potrzeb" niż "najdroższy".

Czy więc automatycznie wszelkie oferty informatyczne, wdrożenia czy nowości, są jedynie czystym złem dla firmy i należy ich za wszelką cenę unikać?

Niekoniecznie :) Wyjaśniam poniżej :)

Być może niektórzy odbiorcy tego artykułu stwierdzą że takie wyjaśnienia "oczywistej oczywistości" nie jest im do szczęścia potrzebne. Jednak mogą być i takie osoby, którym bardzo się przyda informatyczny punkt widzenia na sprawę, jakaś wskazówka. I to właśnie do nich w większej części kieruje ten artykuł.

Wg mnie kluczem do odróżnienia uzasadnionych wydatków od tych nieuzasadnionych, dla osoby nie informatycznej jest:
  • przede wszystkim określenie jakie potrzeby informatyczne faktycznie ma dana firma - jeśli nawet nie umiemy określić tego jak informatyk, spróbujmy chociaż wyobrazić sobie co system informatyczny miałby dla nas robić a czego nie robi obecnie,
  • na ile to możliwe, zrozumienie czym faktycznie jest wdrażane rozwiązanie, komputer, serwer, usługa. Chodzi o to aby mieć świadomość czemu to wdrażane coś właściwie służy, proponuję jak ognia unikać podejścia typu "Inni mają TO w firmach więc i ja muszę TO mieć, choć nie wiem co TO jest". I choć wiele osób powie tu "ja nie jestem informatykiem, ja się nie znam, nie chcę wiedzieć jak to działa" to jednak nawet mało informatyczne czy trywialne wyjaśnienie sobie zjawiska informatycznego jest lepsze niż brak wyjaśnienia w ogóle. Bez znalezienia własnej interpretacji wdrażanego rozwiązania najczęściej kupujemy kota w worku.
  • weryfikacja jakie dokładnie znaczenie w tym przypadki ma popularne czy modne słowo, określające przedmiot naszego wdrożenia. Czyli jeśli ktoś powie nam że potrzebny nam serwer w firmie, zapytajmy co dokładnie ma na myśli, czy może to opisać innymi słowami albo jak to się mówi: "łopatologicznie" :)
  • dopytać się o optymistyczne i pesymistyczne scenariusze danego wdrożenia, upewnić się jaką skale kosztową, problemową i czasową może zjawisko przyjąć gdy wszystko pójdzie gładko a jak gdy będą duże komplikacje,
  • dopytać o to co ewentualnie może pójść nie tak, który etap wdrożenia jest ryzykowny czy może wygenerować większą ilość pracy czy kosztów niż zakładano,
  • dopytać o to jakie mogą być skutki uboczne wdrożenia i skonfrontować to ze swoją wiedzą o działaniu własnej firmy.  Być może informatyk-wdrożeniowiec planuje w związku z realizowanym wdrożeniem wykonać jakąś czynność, która spowoduje przerwę w działaniu firmowej sieci komputerowej. Dla niego taka przerwa to może być część zwykłej procedury wdrożeniowej i może nie widzieć w tym nic złego, my jednak możemy wiedzieć że w danym momencie taka przerwa jest po prostu nie do przyjęcia bo księgowość właśnie płaci podatki czy kadry naliczają płace. Dlatego lepiej nie liczyć że ktoś pomyśli dokładnie w ten sam sposób jak my - lepiej się upewnić,
  • zapytać co się zmieni z punktu widzenia użytkowników systemu po udanym wdrożeniu - czy będzie się go obsługiwać tak samo, czy dojdą nowe możliwości, a może trzeba będzie wykonywać jakieś dodatkowe czynności - tam gdzie wcześniej nie było takiej konieczności. Mawia się że lepsze jest wrogiem dobrego i czasami
  • unikać szukania "najlepszego" rozwiązania - zwłaszcza gdy używamy właśnie tego słowa. "Najlepsze" dla handlowców to zachęta do wciśnięcia nam czegoś drogiego, niekoniecznie przydatnego. Zdecydowanie lepiej jest poszukać rozwiązania "najbardziej dopasowanego" do potrzeb naszej firmy. Pamiętajmy że dobór słów może mieć tu znaczenie.
W takim artykule trudno opisać szczegółowo wszystkie sytuacje czy porady w temacie wydatków na IT i unikania złych wydatków. Mam jednak nadzieję że udało mi się choć trochę naświetlić że problem istnieje, pokazać chociaż parę negatywnych scenariuszy, których możemy uniknąć stosując chociażby podstawowe środki zapobiegawcze.

Chętnie pomożemy podjąć trudne decyzje informatyczne - doradzimy, wyjaśnimy, sprawdzimy czy dana propozycja dostawcy jest uzasadniona, przybliżymy jakie korzyści ona daje, jakie może mieć również skutki uboczne.

Zapraszamy do kontaktu z nami!

poniedziałek, 8 lipca 2013

Czy Linux to naprawdę zamiennik dla Windowsa?

Od kilku lat gdzieś przewijają się nam informacje że zamiast Windowsa można zainstalować na komputerze "Linuxa" czyli którąś z dystrybucji systemu Linux: Ubuntu, Linux Mint, Fedora, Mandriva... Niektórzy nawet są z tego zadowoleni, choć spotykamy też opinie że dla niektórych praca w takim środowisku jest trudna itp.

Jak to więc jest z punktu widzenia informatyka?

Najpierw jakie wg mnie są zalety posiadania Linuxa na pulpicie:
  1. Generalnie mówiąc popularne dystrybucje Linuxa są w zdecydowanej większości darmowe, nie potrzebujemy wykupywać licencji - więc pod względem ceny jest to na pewno bardzo atrakcyjna propozycja, zwłaszcza że za darmo zyskujemy praktycznie kompletne i legalne środowisko do pracy, typowego korzystania z Internetu czy nawet zabawy.
  2. Wg mnie kolejną zaletą rozwiązań linuxowych na pulpit jest to że w teorii istnieje może kilka wirusów (w sensie rozumianym na Windowsie), ale w praktyce osobiście jeszcze się nie spotkałem z typowym "windowsowym" zawirusowanie Linuxa. Nie wspominam tu oczywiście o atakach na serwery liuxowe, gdzie rzeczywiście można spotkać rootkity/trojany ale to "zawdzięczamy raczej faktowi wystawienia tych serwerów na świat czy braku aktualizacji systemu serwera czy serwowanych przez niego stron. Tak więc środowisko Linuxa na pulpicie można uznać chyba za dużo bezpieczniejsze niż statystyczne środowisko Windows, zwłaszcza gdy porównujemy to do Windows XP, który był statystycznie dość podatny na infekcje.
    Oczywiście znajdziemy również oprogramowanie antywirusowe na Linuxa od wiodących producentów a także bez względu na stosowany system operacyjny, powinniśmy uważać na niebezpieczne strony www bo pomysłowość twórców złośliwego oprogramowania nie zna granic.
  3. Następną zaletą zastosowania którejś z dystrybucji linuxowych na zamiast Windowsa na desktopie jest dużo mniejszy poziom wymagań sprzętowych niż niektóre wersje Windowsa (zwłaszcza Vista) i w efekcie może się okazać że nasz komputer sprzed kilku lat będzie działał całkiem sprawnie, lepiej niż w wymagających (zwłaszcza pod względem wykorzystywanej ilości pamięci RAM) systemach Microsoftu.
  4. Jeśli mówimy już o wydajności to pamiętajmy o kolejnej fajnej opcji, jaką dają nam systemy linuxowe - możemy używać różnych wersji pulpitu. To zjawisko najczęściej całkowicie obce użytkownikom, którzy przez cały czas korzystali z Windowsa (gdzie jest jedno środowisko graficzne i alternatywy praktycznie nie są znane, choć technicznie są możliwe).
    Oznacza to że w momencie logowania się do komputera wybieramy z jakiego menedżera pulpitu chcemy korzystać - jeśli mamy ochotę popatrzeć na wodotryski i pełne gadżetów pupity, wybieramy odpowiednią "wersję" pulpitu, natomiast gdy cenimy sobie prostotę i minimalizm, możemy wybrać środowisko bardzo minimalistyczne, zużywające niewielką liczbę zasobów - co świetnie się sprawdza właśnie na komputerach o mniejszych możliwościach.
    Innymi słowy - jest pełna swoboda w wyborze pulpitu i nie jesteśmy skazani na jeden, domyślnie uznany przez producenta za słuszny.
  5. Zdecydowana większość oprogramowania, które znajdujemy w praktycznie każdej dystrybucji Linuxa, to oprogramowanie open source lub freeware. To oznacza że raczej jest ono wolne od oprogramowania szpiegowskiego czy zbierającego dane marketingowo-statystyczne.
    To dwie zalety w jednym - z jednej strony lepiej chronimy naszą prywatność, z drugiej strony każde oprogramowanie, które w środowisku Windows zbiera dane o nas czy naszych działaniach, upodobaniach itp., również zużywa zasoby komputera czy korzysta z łącza do Internetu. Korzystając z Linuxa nasz komputer ma więcej zasobów na działania, które my mu zlecamy, nie marnuje zasobów na śledzenie naszej aktywności.
  6. Zdecydowana większość oprogramowania w świecie Linuxa to wolne oprogramowanie open source lub freeware. Nie spotkamy tu wiele adware, tak powszechnego w świecie Windowsa (wyświetlanie reklam oraz zbieranie informacji o użytkownikach programu).
    Oczywiście to się stopniowo zmienia i wydawcy niektórych dystrybucji jak Ubuntu stawiają coraz bardziej odważne kroki w rozwoju marketów z aplikacjami - analogicznie jak to wygląda w przypadku Apple i Androida. Jednak aplikacje płatne są na razie niezbyt liczne i można je potraktować trochę jak "ekstrasy". Zresztą często są warte swojej ceny.
    Tak czy inaczej - do normalnej pracy na komputerze wystarcza właśnie ta darmowa większość.
  7. Najpopularniejsze dystrybucje Linuxa mają o niebo lepiej zorganizowany system zarządzania oprogramowanie niż można to zauważyć w Windowsie.
    Nie ma tu zatem sytuacji gdzie każdy program sobie śmieci po systemie jak mu pasuje. Jest cały system zarządzania pakietami, który dokładnie pilnuje gdzie znajduje się każdy z plików, które zostawił każdy z programów. Jest to jeden spójny system, który nie pozwala na samowolę programów w tym zakresie i zostawianie po sobie zaśmieconego systemu.
  8. Czy na Linuxie można pograć czy obejrzeć film, posłuchać radia itp.?
    Odnośnie multimediów to jak najbardziej, stwierdziłbym nawet że często odpowiednie aplikacje do tego są zainstalowane "na dzień dobry". Odnośnie grania to sytuacja jest coraz lepsza wraz z momentem wydania na Linuxa platformy Steam. Nie oznacza to automatycznie że wszystkie gry ze Steam windowsowego zadziałają od razu na Linuxie ale z każdym dniem tych gier pojawia się więcej.
Ale ponieważ nie ma róży bez kolców, więc nie ma też i systemu bez wad - w aspekcie porównania ogólnych cech popularnych dystrybucji Linuxa z systemem Windows:
  1. Z racji tego że jest to jednak całkiem inny system, inne jądro systemu, inne biblioteki czy podejście do sterowników, nie zainstalujemy na nim programu tej samej windowsowej wersji programu, którego instalujemy pod Windows. Mam tu na myśli to że nie możemy pobrać czy przynieść na płytce pakietu instalacyjnego danego programu pod Windows i tak po prostu zainstalować w dystrybucji Linuxa. Musimy znaleźć wersję pod Linuxa, a jeśli jej nie ma to jakiś zamiennik tego programu.
    Oczywiście są linuxowe wersje większości programów albo zamienniki, ale piszę to pod kątem osób, które mogłyby by wpaść na skrót myślowy typu "zainstaluje sobie Ubuntu, wezmę płytki Microsoft Office i Płatnika ZUS i je też zainstaluje".
  2. Część taniego sprzętu jak drukarki czy skanery ma sterowniki od producenta tylko pod Windowsa i Mac'a. Uruchomienie go pod Linuxem nie jest niemożliwe ale czasami polega na wykorzystaniu poradników ludzi którzy sporo się nakombinowali aby uruchomić pod Linuxem dane urządzenie. W takich przypadkach nie jest to po prostu plug'n'play jak pod Windowsem.
  3. Sporo producentów sprzętu czy oprogramowania jeszcze nie  traktuje Linuxa poważnie, nie wypuszcza wersji oprogramowania pod ten system. To się jednak dość szybko zmienia na korzyść Linuxa bo coraz więcej firm widzi w użytkownikach Linuxa potencjalne źródło przyszłych zysków - choć to oznacza że takie produkty niekoniecznie muszą być darmowe - zgodnie z polityką danego procenta.
Podsumowując - komu wg mnie przyda się Linux na pulpicie?

+ osobom które na co dzień korzystają z komputera do generalnie pojętego używania Internetu - czyli poczta, strony www, zakupy online, bankowość internetowa, komunikatory, portale społecznościowe itp.

+ osobom, które korzystają z komputera jak powyżej i do tego mają na głowie kwestię legalizacji Windowsa (czyli np. pirackiego XP, którego chcą zastąpić innym, legalnym systemem),
 
+ osobom które nie chcą płacić za system Microsoftu (albo w cenie sprzętu albo jako zakup dodatkowej licencji) i nie potrzebują do pracy czy korzystania z komputera aplikacji specyficznych dla Windowsa,
 
+ osobom, którym nie wystarczy zwykły pulpit Windows, brakuje mu pewnych funkcjonalności jak gadżety pogodowe, integrujące z sieciami społecznościowymi czy usługami Google,

+ pracownikom firm, gdzie do pracy wystarczy wspomniane już korzystanie z Internetu, a dodatkowo kierownictwo firmy chce się zabezpieczyć przed próbami wykorzystania przez pracowników takiego komputera do celów innych niż zawodowe. Sam fakt "inności" systemu często wystarczy jako element zniechęcający do takich prób. Poza tym na Linuxie łatwiej jest stworzyć odpowiednie ograniczenia bez dedykowanego, z reguły płatnego oprogramowania.
 
+ osobom zajmującym się obróbką dźwięku czy grafiki w oparciu o darmowe czy otwarte oprogramowanie - jest wiele narzędzi do tego służących w środowisku linuxowym,

+ wszelkim amatorom darmowego czy otwartego oprogramowania - pod Linuxem jest go bowiem znacząco więcej niż pod Windows. Zresztą większość open source, jakie znamy na Windows, narodziło się w świecie Linuxa a dopiero potem ktoś zrobił wersje Windows.

Komu bym nie polecał Linuxa?
 
Właściwie nie ma takiej osoby, która z chociażby przejściowego kontaktu z Linuxem nie wyniesie czegoś dobrego. Jednak pewne  jego zastosowania mogą być pełne wyzwań i właściwie opłaca się bardziej zapłacić za Windowsa. Przykłady poniżej:

- wszelkie zastosowania księgowe/kadrowe oraz miejsca gdzie używa się dedykowanego oprogramowania, nie posiadającego wersji linuxowej - czyli wszelkie programy księgowe i oparte na nich pakiety ERP dedykowane pod Windows, Płatnik z ZUS czy inne programy, które są dość popularne w Polsce wśród księgowych czy kadrowych.

- wszelkie miejsca gdzie do pracy konieczne jest oprogramowanie graficzne czy projektowe producentów Adobe, Corel, Autodesk itp. Na chwilę obecną nie słyszałem bowiem o skutecznym i wspieranym przez producenta uruchomieniu tych programów pod Linuxem.
Są oczywiście narzędzia (jak Wine czy PlayOnLinux), które pozwalają uruchomić znaczną ilość programów dla Windows, jednak w przypadku tak poważnych zastosowań jak prace projektowe czy graficzne, nie chciałbym nikomu gwarantować stabilności takich rozwiązań.

- miejsca gdzie wymaga się wykorzystania pakietu Microsoft Office w zakresie nie oferowanym przez darmowe odpowiedniki (np. Exchange, dokumenty ze złożonymi makrami czy dedykowanymi dodatkami).
 
Zachęcam więc do sprawdzenia jak sami czujemy się w tym systemie.
Oczywiście w przypadku osób nie mających doświadczenia z partycjonowaniem dysku czy instalacją Linuxa, najlepiej poprosić kogoś o pomoc, sprawdzić to w maszynie wirtualnej albo przy pomocy odpowiedniego kreatora instalacji, dostarczonego przez twórców danej dystrybucji. Niezbędne będzie też uprzednie zrobienie kopii bezpieczeństwa własnych danych.
Nieumiejętne operowanie partycjami (własnoręczne zakładanie partycji dla Linuxa czy wygospodarowywanie miejsca na taką instalację poprzez zmniejszenie partycji Windows) może skończyć się bezpowrotną utratą naszych danych.

wtorek, 2 lipca 2013

Routery 3G - czyli internet w namiocie

Kontynuując tematy GSM, dzisiaj coś z pogranicza telefonii komórkowej i dostępu do Internetu. Poniższe pomysły mogą się przydać większości zwykłych użytkowników.

Bierzemy na warsztat routery 3G i zastanawiamy się, co można za ich pomocą ciekawego zrobić.

Najpierw może dla niewtajemniczonych o tym, co to jest router 3G.

Najczęściej jest to niezbyt drogie urządzenie, dostępne razem z typowymi routerami domowymi w sklepach komputerowych czy marketach z elektroniką, ale można też oczywiście kupić go w Internecie.

Bez względu na to czy mamy do czynienia z routerem 3G przenośnym czy stacjonarnym, jego zadanie właściwie jest jedno - umożliwić nam skorzystanie z Internetu poprzez lokalną sieć WiFI tworzoną przez taki router, który z kolei z Internetem łączy się przez modem 3G, wpięty przez USB.

Czyli do gniazda USB routera wpinamy modem USB, router za jego pomocą łączy się z Internetem (jak zwykły komputer) a następnie ten sygnał rozprowadza za pomocą sieci WiFi czy po kablu ethernetowym.

W typowych wersjach stacjonarnych router 3G wygląda podobnie jak zwykły domowy czy biurowy router WiFi, ma antenkę lub antenki, podobną obudowę i podobnie się zarządza przez przeglądarkę internetową. Różni się tym, że najczęściej ma gniazdo USB służące do podłączenia modemu 3G na USB - takiego samego jak się wpina do komputera bezpośrednio.

Przykładowy model stacjonarnego routera 3G to TP-Link TL-MR3420.
Z kolei wśród modeli przenośnych możemy wymienić chociażby TP-Link TL-MR3020 czy ASUS WL-330N3G.

Routery 3G występują również w formie przenośnej i ta forma przynosi nam również wiele korzyści.

Router przenośny najczęściej jest mały - wielkości talii kart lub zbliżony, można go bez problemu schować do kieszeni, ma wbudowaną antenę WiFi, zasilany jest poprzez kabelek USB, który włączamy do portu USB laptopa, komputera stacjonarnego, dodanego zasilacza, przypominającego ładowarkę do telefonu komórkowego - a nawet przy odpowiedniej przejściówce - do gniazda zapalniczki w samochodzie.

Obrazek przedstawiający ruter TP-Link TL-MR3020
Dlaczego dostęp do Internetu przez GSM/3G?

Dobre pytanie :) Jest kilka przyczyn, ale najważniejsze są takie:
  • potrzebujemy przenośnego dostępu do Internetu (w pracy, na uczelni, w życiu prywatnym, w podróży czy na wakacjach),
  • mieszkamy w miejscu gdzie jest problem z dostępem do Internetu od dostawców stacjonarnych albo ich oferta jest niezbyt korzystna, a jednocześnie jest odpowiedni zasięg sieci komórkowej, pozwalający na szybsze transmisje danych,
  • potrzebujemy awaryjnego dostępu do Internetu bo stacjonarny dostęp sprawia problemy techniczne.

Pomysły na zastosowanie routera 3G:
  •  niektóre modele w przypadku awarii łącza stacjonarnego potrafią automatycznie przełączać się pomiędzy stacjonarnym dostępem do Internetu (np. przez kabel Ethernet, z modemu ADSL czy kablówki) a 3G.

    Jest to świetna alternatywa dla biur i firm, gdzie dostęp do Internetu bardzo często decyduje o możliwości funkcjonowania danej firmy. Jednak i w domu to się przyda gdy nasz „kablowy” dostawca Internetu zawodzi.
  • dzięki routerowi 3G możemy w łatwy sposób zapewnić dostęp do Internetu w naszym biurze jeśli nie jest ono zbyt duże (np. do 10 komputerów przy dobrym zasięgu 3G) i mamy problem ze zorganizowaniem tego dostępu od lokalnego operatora po kablu albo jest to biuro tymczasowe.
  • router 3G, bez względu na to czy tylko 3G czy kombinacja kabel/3G, świetnie nadaje się do rozdzielania dostępu do Internetu mobilnego poprzez WiFi czy lokalną sieć LAN - druga to najważniejsza zaleta względem typowego sposobu korzystania z Internetu przenośnego za pomocą wtykania modemu USB bezpośrednio do komputera,
  • zgodnie z tytułem artykułu, można taki router zastosować nawet w nietypowych warunkach jak chociażby właśnie na kempingu gdzie wystarczy że router 3G z modemem zasilimy poprzez odpowiednią przejściówkę z gniazda zapalniczki w samochodzie i przez WiFi mamy w promieniu kilkudziesięciu metrów od auta dostęp do Internetu analogiczny jak w domu czy w biurze.
  • Na tej samej zasadzie możemy również wykorzystać dowolne dostępne źródła stałego zasilania aby stworzyć sobie przenośną sieć WiFi i źródło dostępu do Internetu za pomocą naszego routera 3G.

    Wystarczy bowiem że w schronisku, pensjonacie czy restauracji lub kawiarni, za zgodą właściciela podłączymy nasz router 3G z modemem USB poprzez zasilacz sieciowy do zwykłego gniazdka sieciowego i już mamy naszą własną sieć lokalną cały czas z nami.
  • można oczywiście również taki router 3G zasilać z laptopa poprzez gniazda USB i dzięki temu nawet gdy nie mamy samochodu i źródła stałego zasilania, z Internetu może skorzystać więcej niż tylko jedna osoba.
  • jeśli nasz modem USB nie posiada simlocka, jesteśmy za granicą i potrzebujemy stworzyć sobie nasz własny dostęp do Internetu – wystarczy że w lokalnym sklepie, kiosku itp. nabędziemy „miejscową” kartę SIM prepaid, w ramach oferty umożliwiającej korzystanie z Internetu. Po włożeniu do naszego modemu tej „tubylczej” karty prepaid i przekonfigurowaniu naszego routera 3G wg wytycznych tego miejscowego operatora, nawet w dość egzotycznym kraju, możemy cieszyć się własnym dostępem do Internetu w miejscowej cenie. Oczywiście w takiej sytuacji warto jest zapoznać się z warunkami świadczenia usług przez miejscowego operatora zanim zakupimy taką kartę i zaczniemy z niej korzystać.
 Czy musimy kupować router 3G?

Niekoniecznie :) Często bowiem nosimy go od dawna w swojej kieszeni w postaci naszego smartfona.
Spora ilość urządzeń z Androidem ma taką funkcję udostępniania łącza internetowego poprzez wbudowaną kartę WiFi lub przez kabelek USB.

Podobnych funkcjonalności możemy szukać też gdzie indziej, np. w niektórych modelach Nokia, telefonach z systemem Windows Phone, iPhone od wersji 3G wzwyż, części telefonów Samsunga z systemem Bada a także urządzeniach Blackberry. Najlepiej więc sprawdzić w instrukcji swojego urządzenia czy taka funkcja jest w nim obsługiwana.

Trzeba pamiętać że tutaj jesteśmy ograniczeni pakietem transferu danych typowym dla abonamentu „głosowego” – czyli albo pula ta jest dużo mniejsza niż w typowych pakietach do transmisji danych albo takiego pakietu nie ma uruchomionego wcale i każde połączenie internetowe z naszego telefonu będzie wiązało się z dodatkowymi opłatami – a więc potrzeba najpierw uruchomić taki pakiet danych po stronie operatora.

Przykładowo porównując oferty abonamentowe - jeśli dzisiaj standardem jest ok 5 – 10 GB transferu dla typowej karty SIM, związanej z modemem USB (czyli przeznaczonej do łączenia się z Internetem) to typowy pakiet danych dla smartfona to przeciętnie 0,5 GB miesięcznie. Oznacza to że z takiego dostępu opłaca się korzystać sporadycznie albo do przekazywania niewielkiej ilości danych.

Wyjątkiem są sytuacje gdzie operator pozwala nam wykupić pakiet o większej ilości danych w telefonie, porównywalny z pakietem dla typowego modemu USB.

Na co należy uważać czy zwracać uwagę w przypadku Internetu poprzez 3G/GSM?

Jest kilka spraw, pozornie oczywistych ale dla pewności pozwolę sobie o nich napisać:
  • pakiet transferu danych – zdecydowana większość operatorów w Polsce i za granicą nadal rozlicza nas z ilości wykorzystanych danych w ramach abonamentu miesięcznego czy prepaid. Oznacza to że jeśli go przekroczymy, w zależności od operatora i oferty, stracimy możliwość korzystania z tej transmisji danych, znacznie spadnie jej prędkość do poziomu znacznie utrudniającego korzystanie z takiego dostępu albo nawet poniesiemy dodatkowe opłaty.

    Dlatego też, korzystając z dostępu 3G/GSM, musimy brać pod uwagę jaką ilością transferu dysponujemy oraz fakt że komputery z reguły wykorzystują jej znacznie więcej niż smartfony czy tablety – chociażby dlatego że starają się pobierać aktualizacje systemu Windows czy ładują pełne a nie mobilne wersje stron www.

    Dodatkowo na komputerach często mamy zainstalowane aplikacje trzymające dane „w chmurze” jak Dropbox czy Skydrive i bezpośrednio po uruchomieniu systemu komputer będzie chciał przeprowadzić ich synchronizację, często zużywającą wiele megabajtów danych. To zjawisko się zwielokrotni jeśli wpuścimy do naszej sieci parę osób ze swoimi komputerami.

    Dlatego nasz pakiet transferu danych powinien być dopasowany do takiego zapotrzebowania jakie powstanie w wyniku udostępnienia naszego pakietu internetu mobilnego innym osobom.

    Moje własne, przykładowe obserwacje są takie, że pojedyncza, kilkugodzinna sesja jednego komputera z systemem Windows, polegająca na przeglądaniu stron czy odpisywaniu na maile, bez oglądania filmów na YouTube itp. potrafi „zjeść” kilkaset MB.

    Czyli jeśli wyjeżdżamy na tydzień, planujemy korzystać z routera 3G w 3 osoby to wychodzi nam np. 300 MB x 3 x 7 dni = 6,3 GB co oznacza że powinniśmy zabezpieczyć sobie z zapasem ok 10 GB w naszym pakiecie.
  • roaming i połączenia za granicą – podobnie jak w przypadku telefonów komórkowych, podczas pobytu za granicą czy gdy jesteśmy w obszarach przygranicznych, musimy liczyć się z tym że jeśli nasze urządzenie zarejestruje się w obcej, zagranicznej sieci GSM, wszelkie połączenia mogą wiązać się z dodatkowymi opłatami. To samo tyczy się dostępu do Internetu poprzez modem USB i router 3G. Jeśli chodzi o transmisję danych, opłaty roamingowe mogą być jeszcze wyższe. Tak więc w przypadku gdy istnieje możliwość że nasz modem USB podłączony do routera, spróbuje zarejestrować się w obcej sieci, dobrze jest zabezpieczyć się przed tym faktem poprzez odznaczając możliwość skorzystania z roamingu w konfiguracji routera albo próbując taką blokadę osiągnąć na poziomie naszego operatora komórkowego.

    Podkreślam jeszcze raz jak to ważny aspekt – przy wysokości opłat za transmisję danych w roamingu brak takiego zabezpieczenia może spowodować wzrost naszego rachunku o kilkaset PLN w ciągu krótkiego czasu!
  • zasięg – pomimo licznych zalet dostępu do Internetu poprzez sieć komórkową, ma on jedną wadę – nie wszędzie jest odpowiedni zasięg pozwalający na szybki dostęp albo na dostęp w ogóle. Ponieważ sam router 3G najczęściej nie ma żadnej sygnalizacji na obudowie, mówiącej o poziomie sygnału, dlatego też musimy się bardzo często opierać na informacjach płynących z modemu USB, który sygnalizuje nam ogólnie zasięg i fakt zestawienia połączenia za pomocą odpowiedniego koloru i sposobu świecenia się diody na modemie.
Pamiętajmy też że szybki zasięg 3G to domena przede wszystkim centrów miast, ewentualnie dużych skupisk wsi a w tzw. „głuszy” nie zawsze będzie można mówić o szybkim dostępie do Internetu, raczej możemy cieszyć się w ogóle dostępem do Internetu w trybie 2G. Wyjątkiem mogą być uczęszczane miejscowości turystyczne i narciarskie, np. Zieleniec na Dolnym Śląsku.

Innymi słowy – jeśli pojedziemy nad jezioro w głuszę to może się okazać że dostęp do Internetu będziemy mieli ale jego prędkość będzie zdecydowanie mniejsza niż jesteśmy przyzwyczajeni w mieście czy na stałym łączu.

2G czy 3G?


Tytuł już od razu sugeruje tematykę związaną z telefonami komórkowymi i smartfonami - tym razem coś o telefonii komórkowej.

Nie chodzi tu o kolejne udowodnienie przewagi sieci 3G/4G nad 2G. Piszę ten artykuł patrząc z pozycji miasta Wrocławia, gdzie w większości lokalizacji nie ma większego problemu z zasięgiem sieci 3G, spora część miasta pokryta jest już zasięgiem sieci LTE a także większość osób ma już telefony, które potrafią skorzystać z sieci 3G.

Sieć 3G to rzecz jasna wyższa jakość rozmów, szybsze korzystanie z Internetu, rozmowy wideo (tak, u nas też to działa bez problemu u niektórych operatorów) i w ogóle same zalety. Nie potrzeba właściwie tego uzasadniać.

Jednak czy to oznacza że w miejscach gdzie mamy sieć 3G, powinniśmy zapomnieć o korzystaniu z 2G?

Do końca nie zapomnimy oczywiście bo nasz telefon, smartfon czy tablet i tak się sam przełączy w tryb 2G gdy trafimy w obszar słabszego zasięgu.
Ale w jakich okolicznościach może nam się przydać celowe przełączenie w tryb 2G gdy bez problemu mamy do dyspozycji 3G?
  1. Oszczędzamy baterie - to chyba najważniejsza sprawa.
    Sam z własnych doświadczeń zauważyłem, że mój Samsung Galaxy S Plus znacznie rzadziej wymaga ładowania jeśli pracuje w trybie 2G.  Nawet w stanie czuwania zużywa mniej energii.
    Dodatkowo gdy chcemy na bieżąco być w sieci (czyli np. w telefonach z Androidem mieć włączony tryb transmisji danych), 2G staje się świetnym rozwiązaniem - ponieważ jak wcześniej wspomniałem, transmisja 2G zużywa mniej energii niż transmisja 3G a przy aktywnym połączeniu sieciowym widać to bardzo wyraźnie.
  2. Na przykładzie Wrocławia widać że są miejsca gdzie zasięg 3G co prawda jest ale jest na granicy efektywnej rozmowy czy transmisji - czyli “na jedną kreskę”. Podobna sytuacja jest pewnie w innych miastach.
    Wskutek tego zdarza się że co chwilę w rozmowie mamy ciszę a nawet zerwania połączenia. Analogicznie jest w transmisji danych - niby połączenie jest ale nie do końca działa cały czas. Urządzenie po prostu oscyluje pomiędzy trybem 2G a 3G - raz zasięg 3G jest niewystarczający i przełącza się w 2G lecz za chwilę 3G wzrasta odrobinę, lecz to wystarczy
    Jeśli przełączymy nasze urządzenie w tryb 2G, ta uciążliwość na granicy 3G znika. Rozmowy są nienajgorszej jakości a połączenia internetowe działają stabilnie, choć dużo wolniej - zgodnie z prędkością 2G czyli ok. 250 kbps maksymalnie. Po prostu nasze urządzenie, widząc dostępną sieć 3G, trzyma się wytycznych aby jednak z niej nie korzystać, więc korzysta ze stabilnego poziomu 2G i nie próbuje tego zmieniać.
    Korzystając z Internetu w smartfonie prędkość z reguły wcale nie jest na pierwszym miejscu - bardziej liczy się to że w miarę przemieszczania się, nie tracimy łączności.  Rzecz jasna jeśli nastawiamy się na pobranie dużej ilości danych albo obejrzenie filmu na YouTube to użycie prędkości 2G na pewno nie jest najlepszym pomysłem.
  3. Kolejną duża zaletą łączności 2G jest że najwyraźniej w praktyce ma ona większy zasięg w porównaniu z 3G i mam wrażenie, że jest bardziej odporna na przeszkody czy miejsca, w których zasięg 3G jest mniej stabilny lub za słaby. Świetnie się sprawdza więc w garażach podziemnych, lokalach w piwnicy czy metalowych halach.
  4. Kwestia limitu danych w abonamencie czy prepaidzie może dla niektórych z Was być również istotna.
    Korzystając z Internetu w trybie 2G transmisja nie następuje tak szybko jak w przypadku 3G więc nasz limit danych zmniejsza się wolniej niż gdyby to miało miejsce w przypadku 3G. W efekcie jest to bardziej kontrolowalny dla nas proces - nie zostajemy zaskoczeni faktem że nagle coś nam “zjadło” 150 MB z pakietu w ciągu kilku minut. Jeśli jakaś aplikacja zaczyna pobierać dane w sposób dla nas zaskakujący, mamy więcej czasu na reakcję.
  5. To samo zjawisko przydaje się za granicą gdzie jeśli już koniecznie musimy skorzystać z transmisji danych w roamingu, chcemy rzecz jasna zużyć jak najmniej danych a tryb 2G pozwala dużo lepiej to kontrolować.
Jak widać, korzyści ze świadomego korzystania z zasięgu 2G jest sporo choć nie można oczywiście powiedzieć że ma to zastosowanie w każdej sytuacji.