Pokazywanie postów oznaczonych etykietą informatyk w firmie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą informatyk w firmie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 stycznia 2015

Czym różni się informatyk od serwisanta komputerów?

Dzisiaj sprawa dość prozaiczna choć czasami potencjalnie wprowadzająca w błąd naszych klientów - tzw. "naprawa komputerów". Pojęcie pozornie bardzo pojemne i elastyczne.

Łatwo przecież powiedzieć że "ktoś naprawia komputery" i właściwie nie wnikać co to dokładnie oznacza - dopóki sami nie mamy problemu z komputerem i nie potrzebujemy pomocy. Wówczas to określenie nabiera całkiem nowego sensu. Dopiero wtedy okazuje się że popularnie zwani "komputerowcy" nie są jednolitą grupą ludzi, którzy umieją to samo. Nie można ich wrzucić do jednego worka - mają różne specjalizacje, różne umiejętności, z jednymi problemami radzą sobie lepiej, z innymi gorzej.

Czy to znaczy że jedni umieją więcej a drudzy mniej? Niekoniecznie :) Wszystko zależy od czego ktoś w branży informatycznej wyszedł, od czego zaczął i czym obecnie się zajmuje.
  • osoby który zaczęły swoją przygodę z informatyką od pracy w sklepie komputerowym lub nadal tam pracują, pewnie świetnie będą się orientować w nawet najdrobniejszych niuansach sprzętowych, będą znały słabe i mocne strony danych podzespołów, ich kompatybilność oraz statystyczną awaryjność laptopów różnych marek. Nierzadko będą też świetne w składaniu czy tuningowaniu komputerów oraz będą posiadać sporą wiedzę o sprzęcie komputerowym.
  • ludzie w serwisie komputerowym (skupieni na naprawach sprzętowych) będą mieli wyjątkową orientację na temat usterek sprzętowych, sposobów rozbierania urządzeń przenośnych jak laptopy, będą świetnie wiedzieli jak np. oczyścić z kurzu laptopa, wymienić układ na jego płycie czy wymienić matrycę oraz wiele innych rzeczy związanych ze sprzętem.
  • typowi informatycy (którzy zarządzają serwerami czy sieciami, zajmują się bezpieczeństwem czy konfiguracją/wdrażaniem oprogramowania) będą z reguły bardzo skuteczni jeśli chodzi o wyjaśnianie problemów, których przyczyną nie jest sprzęt a oprogramowanie lub konfiguracja sieci. Jedną z ich mocnych stron jest rozpatrywanie danego problemu informatycznie nie tylko w aspekcie sprzętu, na którym występuje, ale również w powiązaniu z innymi czynnikami w otoczeniu sieciowym komputera. Jeśli komputer zachowuje się dziwnie, jest pełen wirusów, nie chce współpracować z drukarką sieciową, jest problem z jego wydajnością albo w ogóle komputery czy urządzenia nie dogadują się w sieci firmowej czy domowej - to jest właśnie pole do popisu dla informatyka.
Oczywiście nie chcemy tu nikogo dyskredytować. To nie znaczy że serwisant na pewno nie zna się na usuwaniu wirusów czy instalacji oprogramowania a informatyk na rozbudowie pamięci :) Każdy ma szansę być dobry w różnych dziedzinach. O końcowym efekcie dla klienta decyduje tu jednak często praktyka i doświadczenie w rozwiązywaniu danych problemów informatycznych, liczy się również zaplecze techniczne.

Osoby, które pracują w serwisie komputerowym albo prowadzą własny serwis, przyjmują często przynajmniej kilkanaście komputerów dziennie do naprawy. Wiedzą czy słyszą o sporej ilości problemów sprzętowych - chociażby sama praktyka czyni ich ekspertami w dziedzinie takich problemów. Dodatkowo dobre warsztaty mają specjalistyczne zaplecze techniczne, odpowiednie narzędzia do tego aby np. wylutować uszkodzony układ scalony z płyty laptopa i wlutować sprawny. Mają również duży dostęp do podzespołów, zarówno nowych jak i używanych, wiedzą gdzie szukać brakujących elementów - więc dzięki temu świetnie im idzie diagnoza problemów gdzie komputer wydaje się martwy, nie włącza się w ogóle (nawet BIOSu nie ma) czy po ekranie latają dziwne kolorowe śmieci już od pierwszego momentu.

Aby sprawdzić dlaczego komputer jest "martwy", bardzo często trzeba podmienić kilka elementów (jak np. procesor czy płyta główna) aby upewnić się co dokładnie padło. W takiej sytuacji typowy informatyk-sieciowiec często nie ma dużych szans na tak skuteczne usunięcie problemu sprzętowego - nie zawsze ma do dyspozycji warsztat gdzie może sobie do woli podmieniać podzespoły aby upewnić się który z nich jest uszkodzony.

Jednak działa to i w drugą stronę. Gdy przyniesiemy do typowego serwisu komputer czy laptopa i powiemy że mamy problem z drukowaniem na drukarce (której oczywiście nie przynieśliśmy do serwisu, została w domu albo wręcz w innym mieście), wówczas nie dajemy serwisantowi wielu szans skutecznej diagnozy czy rozwiązania problemu.

Podobnie z problemami sieciowymi. Przynosząc laptopa do serwisu i mówiąc że ma on problemy z łączeniem się z internetem, podczas gdy problem tkwi w naszym routerze biurowym czy domowym, prawdopodobnie dostaniemy go z powrotem po paru dniach - z informacją że jest sprawny. Może się zdarzyć też że w takich okolicznościach będziemy musieli zapłacić za diagnozę usterki.

Klient mógłby zapytać: "A po co mi te całe rozważania? Ja chce mieć komputer naprawiony i już!".

Niby tak... ...tylko że zdobycie tej wiedzy jest właśnie w interesie klienta. Wszystko po to aby ten komputer został naprawiony przez właściwego dla danego problemu specjalistę. Innymi słowy - aby klient zapukał z problemem do właściwych drzwi.

Czy w ogóle można zapukać do niewłaściwych drzwi? Można :) Gdy zapukamy do niewłaściwych drzwi, mogą się okazać różne rzeczy, z reguły niekoniecznie dobre dla nas. Przykładowo:
  • serwis laptopów nie rozwiąże nam problemu z siecią domową choć może wziąć pieniądze za diagnozę laptopa który finalnie okaże się sprawny,
  • motywowany chęcią zarobku za wszelką cenę informatyk - sieciowiec bez warsztatu nie poradzi sobie z wymianą matrycy w laptopie czy nie będzie umiał wymienić układu na płycie głównej laptopa - choć też może policzyć sobie za diagnozę.
Właściciele samochodów może lepiej odczytają taki przykład.

Jeśli będziemy mieli problem blacharski (np. mieliśmy stłuczkę) to właściwie oczywistym wydaje się aby udać się z nim do warsztatu blacharskiego albo do autoryzowanego salonu gdzie również zajmują się blacharką (jeśli mamy nadal gwarancję na samochód).
Jeśli zaś idzie zima, chcemy zmienić opony, to jedziemy do warsztatu specjalizującego się w ogumieniu i jego przechowywaniu.
Z kolei jak trzeba zmienić olej czy jakiś filtr - udajemy się do takiego typowego warsztatu ogólnego.

W przypadku samochodów dla wielu osób jest to oczywiste gdzie się udać na naprawę danego typu.  W przypadku komputerów już niekoniecznie. I po to właśnie powstał ten artykuł - aby choć trochę rozjaśnić tą kwestię.

Co więc z artykułu wynika dla zwykłego użytkownika? Skąd wiedzieć do kogo się udać? W skrócie:
  • spróbuj chociaż domyślić się czy problem z Twoim komputerem może mieć naturę sprzętową czy to raczej problem z oprogramowaniem, wirusami czy siecią komputerową.
    Problem sprzętowy można odróżnić chociażby po bardzo nietypowym zachowaniu komputera, np. dziwne śmieci latające po ekranie, całkowita niemożliwość włączenia komputera, nagłe wyłączenia się "w jednej chwili" czy piszczenie albo przegrzewanie się, w najgorszym przypadku dym i zapach spalenizny. Innymi słowy czymś co ewidentnie jest problemem "silniejszym" niż działanie systemu Windows.
    W razie wątpliwości możesz nawet telefonicznie podpytać dowolną osobę z branży informatycznej czy bardziej wygląda to na problem sprzętowy czy z oprogramowaniem lub konfiguracją.
  • w przypadku awarii sprzętowej weź pod uwagę że łatwiej sprzęt będzie naprawić w serwisie gdyż informatyk/serwisant dojeżdżający na miejsce do Ciebie być może nie ma warsztatu w walizce albo gotowych podzespołów na wymianę, pasujących właśnie do Twojego komputera. Dodatkowo wizyta informatyka na miejscu z dojazdem może się wiązać z dodatkowym kosztem (akurat nie w naszym przypadku w obrębie Wrocławia),
  • jeśli twój komputer to laptop i masz z nim problem ewidentnie sprzętowy, rozważ udanie się z nim do serwisu laptopów jako pierwszy krok,
  • jeśli zaś problem, który obserwujesz, występuje na większej ilości komputerów w danej sieci a nie tylko na Twoim, wówczas raczej to problem z siecią albo routerem - wizyta informatyka może być bardzo wskazana, może być z tym problem aby naprawić to w serwisie (tam pewnie określą jedynie że karta sieciowa/WiFi w tym komputerze jest sprawna),
  • rozmaite komplikacje z oprogramowaniem czy wirusami to raczej również temat dla informatyka dojeżdżającego - bywa że więcej niż jeden komputer jest zainfekowany w danej sieci, oczyszczenie go w serwisie niewiele da. Bywa że typowe serwisy komputerowe przetwarzają "pacjentów" masowo i nie jest rzadkością że ktoś przywróci nam komputer do działania, po prostu instalując system od nowa a nasze dane (zdjęcia, poczta czy dokumenty) ulegają skasowaniu.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Czemu to tyle trwa?

Dzisiaj opowiem Wam realia robienia czegoś "na wczoraj", czegoś poniżej kosztów, spraw z pogranicza "mission impossible" albo gdy trzeba odpowiedzieć na pytania klienta/szefa z gatunku "pytania do jasnowidza". Czyli jak to się kończy gdy klient czy szef wymaga od informatyka "niemożliwego".

Każdy informatyk już pewnie na początku swojej kariery zauważył to zjawisko - prawie wszystko jest na przysłowiowe "wczoraj", zawsze na styk możliwości realizacji, zawsze zakłada się że łatwo pójdzie i nie ma scenariusza na inną opcję...
Częściej można spotkać bardzo wyśrubowany termin realizacji zadania niż groźną infekcje wirusową, ambitną konfigurację czy próbę włamu na serwer. Informatyk przeważnie zmaga się właśnie z bardzo krótkimi terminami niż hordami hackerów czy plagami infekcji...
 
Skąd się bierze zjawisko "mission impossible"?

Weźmy może prosty przykład, który może na początku nie wydaje się bezpośrednio związany z tematem.
W naszym cenniku można znaleźć pozycję "Usuwanie wirusów, trojanów oraz innego niechcianego oprogramowania". Jak widać - usługę tą wstępnie szacujemy na koszt od 30 do 100 PLN. Skąd taki rozstrzał?
Najprościej mówiąc - wszystko zależy od danego przypadku - różne ceny niby tej samej usługi wynikają z różnej pracochłonności zadania.

Jeśli infekcja polega usunięciu jednego niegroźnego wirusa, nieaktywnego i siedzącego sobie w zapomnianym katalogu na dysku, to mamy np. 15 minut roboty...
Innym razem jednak trafiamy na zjawisko infekcji totalnej -  tu nie wystarczy już prosta procedura, trzeba sięgać po specjalne narzędzia, skanować komputer z poziomu płytki narzędziowej czy pendrive. A im więcej danych i im wolniejszy komputer, tym wolniejsze skanowanie. A pojedyncze skanowanie nie zawsze może dać efekt - czyli czasami zabieg trzeba powtórzyć. A czasami to się nie uda i trzeba całość jednak sformatować...
Taki czarny scenariusz może się ciągnąć godzinami aż osiągniemy pożądany efekt.

A zjawisko "mission impossible" bierze się stąd, że najczęściej zleceniodawca z góry zakłada najbardziej optymistyczny scenariusz, czasami wręcz otwarcie go oczekuje, stawia jako target naszych działań, czasami kojarzy to z czymś w typie best deal - czyli że z góry może utargować najkrótszy czas realizacji, coś jak wariant ekspresowy...
Gdy jednak dowiaduje się jakie są realia i że to wcale nie będzie najkrótszy wariant realizacji usługi, jest niezadowolony, to nie miało tyle trwać, ktoś mu nie dał najlepszej oferty...

Skąd klienci więc biorą swoje wyceny, szacowania?
Każdy z nas ma jakieś swoje wyobrażenie o danej usłudze, głównie na podstawie własnych doświadczeń albo doświadczeń znajomych, rodziny, zewnętrznych konsultacji itp.
Tak więc ktoś, kto widział udaną rozprawę z wirusami jedynie w wersji light (prosta infekcja), być może usuwanie wirusów kojarzy z taką szybką akcją i może być niezadowolony jeśli zabieg pt. "usuwanie wirusów" potrwa kilka godzin w przypadku dużej infekcji.
I odwrotnie - jeśli ktoś przywykł do długich potyczek z falami infekcji, usuwanie pojedynczej, prostej infekcji wywoła u niego uśmiech na twarzy i pewnie pomyśli że ci, którzy realizowali wcześniejsze usługi, może go naciągnęli czy oszukali albo że teraz trafił na super informatyka...
Pamiętajmy że cały czas chodzi o jedną i tą samą usługę w cenniku...
Od danego przypadku i tej kombinacji wrażeń "kiedyś-dzisiaj" zależy czy ocena takich działań będzie pozytywna czy negatywna.
Niektórzy zleceniodawcy czasami doszukują się również jakiegoś wątku handlowego w całej sprawie.
Wygląda to jakby założyli sobie target a potem, widząc że nie jest on osiągany, myśleli "Dlaczego ten informatyk chce ode mnie więcej pieniędzy za robotę niż zakładałem, czemu tyle siedział nad prostą sprawą? Jaki argument powinienem rzucić aby zszedł z ceny czy zrobił robotę szybciej?"...
Być może odbierają sytuację na zasadzie że robią deal, że to dobijanie interesu, że to gra handlowa... Handlowiec może zejść z ceny i to w większości jest kwestia dobrej woli, więc podobnego podejścia oczekuje się od informatyka.

A czy tak powinno być?

Wg mnie nie. Taka zaoczna wycena czasochłonności powinna uwzględniać różne problemy jakie można napotkać podczas realizacji zadania informatycznego i wynikać z faktycznej trudności zadania a nie tylko z własnego przeświadczenia ile takie zadanie w teorii powinno zajmować albo porównań do innych, w rzeczywistości zupełnie innych przypadków (choć dla zleceniodawcy wydają się one identyczne).

Co z tego wynika? 

Najczęściej ocena danego wykonawcy, jeśli nie jest do końca trafna, może się skończyć nawet niespodziewaną zmianą wykonawcy. To zresztą nie jest jedynie domena zleceń w branży IT, podobne sytuacje zdarzają się również w innych branżach.
Tak więc albo jeszcze przed realizacją zlecenia albo już w trakcie jego trwania, zleceniodawca zauważa że to zajmie dłużej i będzie kosztować więcej niż początkowo sobie oszacował. Wówczas albo kładzie nacisk na informatyka - niech zrobi coś aby to jednak zajęło krócej i kosztowało mniej, albo czując się oszukany, zaczyna rozglądać się za innym wykonawcą.

W efekcie wszyscy tracą:
  • klient traci bo ma rozgrzebaną robotę, którą potem próbuje przejąć kolejny wykonawca z często jeszcze gorszym skutkiem, niż zaczął pierwszy. Poza tym, chcąc oszczędzić, bywa że klient płaci prawie podwójnie - raz pierwszemu wykonawcy za zaczęcie czy pierwsze etapy roboty, drugi raz drugiemu wykonawcy za dokończenie. O straconych nerwach nie wspomnę. Bywa też że po zmianie wykonawcy na kolejnego klienta czeka dalsze rozczarowanie bo ten drugi jest jeszcze mniej efektywny niż pierwszy - zwłaszcza jak zadanie było właśnie "mission impossible".
  • traci pierwszy wykonawca bo czeka go spora ilość spięć i trudnych sytuacji z klientem, robota robi się mało wdzięczna a może się okazać że klient nie zapłaci bo wstępnie oszacował sobie dane zadanie inaczej a wyszło tak jak w realu a nie jak w teorii.
  • bywa że traci również kolejny wykonawca, bo dostaje rozgrzebaną robotę po pierwszym wykonawcy, już wstępnie poirytowanego klienta i właściwie na dzień dobry wszystko jest "pod górę". Bywa że drugi wykonawca potwierdza swoim działaniem słuszność działań tego pierwszego i wtedy klient już naprawdę nie wie co z tym zrobić...
Czy są tu jakieś rady dla klientów/zleceniodawców?

Pamiętajmy że ludzie, którzy piszą programy czy systemy operacyjne też się mylą a z tego czasami wynikają problemy w naszej pracy informatyków i są to problemy naprawdę niespodziewane, nigdzie o nich nie uczą w żadnej szkole i właściwie tylko logiczne myślenie lub improwizacja pozwalają wybrnąć z nietypowego problemu. Dlatego nie zawsze wszystko jest na czas, zgodnie z obietnicą i w ogóle wg rozkładu jazdy.
W świecie IT nie zawsze wszystko do siebie pasuje, nie ma uniwersalnego prawa informatycznego, które wymagałoby aby programy pasowały do siebie i nie robiły błędów. Długo jeszcze poczekamy na taką idealną sytuację.
Jeśli chcecie szacować realnie - zapytajcie Waszego informatyka - podwykonawcy czy pracownika. Jeśli nie wie od razu, pozwólcie się mu dowiedzieć - to Wasz przewodnik po świecie IT.
Dopiero wtedy decydujecie ile co ma zająć i ile kosztować.

A co można doradzić informatykom?

Pamiętajcie, klient czy szef często ma swoją wizję, którą być może złapał w biegu, znajomy mu podpowiedział, nikt nie wnikał w szczegóły techniczne - skoro dało się wdrożyć w jednym miejscu, pewnie da się i w drugim. Innymi słowy - nikt nie spodziewał się "schodów".
Uświadomcie go dlaczego ten konkretny przypadek jest inny, wskażcie słabe punkty, wytłumaczcie że to nie deal czy oferta handlowa, że tu decydują konkretne możliwości techniczne a nie dobra wola. Posłużcie się jakimś przykładem z mniej informatycznego aspektu życia - np. "części do Audi nie będą pasować do Peugeota".
 

wtorek, 9 lipca 2013

Od czego zależy cena reinstalacji Windowsa czyli coś o wycenie usług informatycznych

Teraz coś o pieniądzach...
Być może czasami zastanawialiście się od czego zależy cena takiej przykładowej, typowej usługi informatycznej. Poprzez "typową" usługę rozumiem np. chyba już legendarne przeinstalowanie Windowsa.
Często bowiem spotykamy na stronach firm informatycznych czy w serwisach ogłoszeniowych różne wyceny tej samej usługi i nieraz wydaje się to dziwne - jedni chcą tyle, drudzy dwa razy więcej.
Czy to znaczy że ci informatycy, którzy chcą za to więcej to oszuści i zdziercy? A może inni cenią się za tanio?
Spróbuję na to pytanie odpowiedzieć z pozycji informatyka, który też realizuje takie zlecenia.
Przede wszystkim - w branży informatycznej, podobnie jak w innych branżach, istnieją pewne wieloznacznie nazwane usługi. Poprzez wieloznaczność mam na myśli to że pod tą samą nazwą cennikową może kryć się zupełnie różne usługi, których czas realizacji to 30 minut jak i 4 godziny...
Oczywiście wiadomo że im więcej pracy tym więcej usługa będzie kosztować.
Skąd taki rozstrzał? Czy te 4 godzin to jakieś oszustwo? A może zrobienie tego w 30 minut to jakieś pójście na skróty czy partactwo?
Najczęściej ani jedno ani drugie...
Operuję tu cały czas klasycznym przykładem przeinstalowania systemu Windows XP bo świetnie oddaje to zjawisko choć system tej już jest bardzo dojrzały i coraz więcej osób przesiada się na Windows 7 i 8.
W wycenie chodzi o faktyczną pracochłonność i nakład czasu potrzebny do osiągnięcia efektu zakładanego przez klienta. I w zależności od tego co zastaniemy u klienta, jego sprzętu i oczekiwań "dodatkowych", na osiągnięcie tego samego efektu, potrzebujemy mniejszej lub większej ilości pracy - a więc i czasu...
Często takie kalkulacje nie biorą pod uwagę konieczności wykonania wielu czynności dodatkowych. Przykładowo - zwykłe zainstalowanie Windows najczęściej zajmuje do 30 minut - ale chodzi tu o samą instalację po uruchomieniu instalatora z płytki czy pendrive.
Co więcej - nawet i ten etap może potrwać różnie - jeśli np. podczas instalacji XP wybierzemy pełne formatowanie zamiast szybkiego, to nawet ta podstawowa instalacja może się wydłużyć. Szybkie formatowanie jest jednym z etapów instalacji i zajmuje np. do 30 sekund, jeśli zamiast tego wybierzemy pełne formatowanie, to w zależności od szybkości naszego dysku i jego pojemności, może to sięgnąć prawie godziny...
Czyli z 30 minut może się nagle zrobić 1,5 godziny na samą instalację samego systemu - bez przywracania danych czy instalacji sterowników.
formatowanie Windows i inne

Zakładając jednak że trzymamy się szybkiego formatowania podczas instalacji, pozostaje wiele spraw dodatkowych, które mogą taką usługę wydłużyć.
Najbardziej podstawową sprawą są sterowniki do różnych urządzeń w komputerze. Większość z nich znajdziemy w lepszej czy gorszej wersji w samym systemie operacyjnym. Im nowsza wersja systemu tym więcej ich tam znajdziemy.
Oczywiście najczęściej te sterowniki najbardziej wydajne, najnowsze albo o największej funkcjonalności, znajdziemy na stronie producenta danego sprzętu lub na płytce dołączonej do sprzętu. Bywa że Microsoft nie zawarł w systemie operacyjnym tych sterowników i strona producenta lub płytka jest jedynym ich źródłem.
Najgorszy scenariusz to taki, gdzie nawet na stronie producenta nie znajdujemy sterowników i musimy szukać naprawdę dobrze aby takie urządzenie uruchomić. To jednak zdarza się naprawdę rzadko i z bardzo unikalnym sprzętem.
Dodatkowo jeśli klient zaznaczy że chce w ramach reinstalacji mieć zabezpieczone swoje dane i programy, które miał wcześniej zainstalowane, okazuje się że w zależności od ilości tych danych i programów, robota wydłuża nam się o kolejne 30 minut do nawet ekstra kilku godzin.
Dlaczego? Dlatego, że przecież dane, które zabezpieczamy (czyli najczęściej kopiujemy w inne miejsce, np. na pendrive, dysk przenośny czy drugą partycję) mogą mieć różny rozmiar. To może być i 10 MB (np. 20 dokumentów) jak i 200 GB (wielka kolekcja zdjęć). Im więcej danych, tym więcej czekania aż to się gdzieś skopiuje przed wykonaniem reinstalacji a potem drugie tyle aż się skopiuje z powrotem po reinstalacji.
Tak samo z programami, które klient chce mieć działające po reinstalacji - ich ponowna instalacja zajmuje również sporo czasu w niektórych przypadkach. Tym więcej, im bardziej programy są nietypowe, brakuje do nich plików instalacyjnych, trzeba odnaleźć klucze licencyjne czy przywrócić dane w ich miejsce.
Bywa że zabezpieczanie danych zajmuje 2 godziny, reinstalacja godzinę, przywracanie danych to kolejne 2 godziny...

Poza tym można zauważyć dwa podejścia do sprawy aktualizacji systemu Windows po jego zainstalowaniu.
System operacyjny, zainstalowany z płytki czy pendrive, ma stan aktualizacji na dzień wypuszczenia takiej płytki czy obrazu na rynek. Najczęściej od tego momentu producent systemu znajduje wiele błędów i poprawia je wypuszczając aktualizacje Windows.
Po zainstalowaniu system sam z siebie po jakimś czasie proponuje ich instalację.
Jedni informatycy skłaniają się ku takiej propozycji i poświęcają w ramach usługi reinstalacji systemu czas na zainstalowanie tych poprawek, drudzy nie widzą takiej potrzeby, uważają że system gdzieś tam je sam potem pobierze.
Dlaczego ma to znaczenie w czasie realizacji usługi i jej koszcie? Ponieważ to trwa - i to w zależności od wersji systemu i jego wydania (Windows XP wychodził na płytkach z różnymi poziomami poprawek, w zależności od roku wypuszczenia płytki), komputer musi pobrać więcej lub mniej danych z Internetu aby osiągnąć aktualny poziom poprawek. Na czas pobierania ma też wpływ prędkość łącza internetowego, jaką dysponuje klient.
Czyli w bardzo optymistycznym scenariuszu reinstalacji Windows XP mamy ok. 30 minut jeśli nie zabezpieczamy danych, robimy szybkie formatowanie, sterowniki albo są w systemie albo mamy je pod ręką, a potem nie musimy instalować najbardziej typowych programów bo klient zrobi to sam.
Czarny scenariusz to np. reinstalacja z pełnym formatowaniem, problemami z odnalezieniem sterowników, wiele danych do zabezpieczenia oraz wiele poprawek Windows do pobrania - w efekcie nawet 5-6 godzin schodzi na jedną reinstalację.
Jak widać wszystko zależy od tego ile klient sobie zażyczy abyśmy zrobili w ramach takiej reinstalacji lub ile my zdecydujemy za klienta ile powinniśmy zrobić.

Niestety nie wszyscy klienci wiedzą czego mogą lub nawet powinni sobie zażyczyć. W efekcie kierując się jedynie ceną mogą łatwo się "naciąć" na tanią usługę, która okazuje się być jedynie samym sformatowaniem dysku i zainstalowaniem "gołego" Windowsa. I dopiero potem przychodzi uświadomienie sobie "gdzie moje zdjęcia z wakacji, gdzie moja poczta, gdzie moje dokumenty..." - ale wtedy najczęściej jest już za późno.
Nasza etyka jest taka że jeśli już zabieramy się za reinstalację systemu, dokładnie dopytujemy klienta o zakres tej usługi, przypominamy o zabezpieczeniu danych, poczty itp. Uświadamiamy jakie będą skutki tego, jakie tamtego, informujemy ile to potrwa. Dopiero mając wszystkie niezbędne informacje, przystępujemy do działania.

środa, 3 lipca 2013

Outsourcing informatyczny IT - a co to takiego ?

Obecna sytuacja gospodarcza wymusza na niejednym przedsiębiorcy czy osobie decyzyjnej w firmie bądź instytucji konieczność redukcji kosztów. Jednym z obszarów gdzie staje się to możliwe jest opieka informatyczna firmy. Decyzja o obniżeniu kosztów obsługi informatycznej może być dla kierownictwa decyzją dość trudną ponieważ:
  • gdy jakikolwiek składnik systemu informatycznego zaczyna szwankować, pomoc informatyka staje się niezbędna i to najczęściej natychmiast. W związku z tym większość firm czy instytucji decyduje się opłacać etat informatyka aby zapewnić jego ciągłą dostępność. Jednak w sytuacji gdy awarie są sporadyczne, ich usuwanie nie wypełnia przecież całego etatu - a więc podmiot ponosi koszty znacznie wyższe niż koszty faktycznej pracy informatycznej,  
  • z drugiej strony rezygnacja z etatu informatyka zmusza właścicieli czy dyrektorów do przekazania rozwiązywania wszelkich trudnych sytuacji informatycznych w ręce osób, które mają częściową, niepełną wiedzę informatyczną (czasami nawet dość przypadkową) - co w większości skutkuje nieefektywnymi działaniami, nie przynoszącymi efektów firmie.  
Złotym środkiem staje się tutaj wsparcie profesjonalisty, rozliczane wg faktycznie wykonanej pracy. I to właśnie oznacza usługa outsourcingu informatycznego (IT), oferowana także przez SysMedic czyli przez konkretnie osoby: +Wojciecha Kaczmarka i +Macieja Urbaniaka
Jeśli chcą Państwo:
  • nie ponosić kosztów związanych z utrzymaniem etatu informatycznego w firmie,
  • otrzymać szybko profesjonalną pomoc informatyczną w przypadku awarii czy niespodziewanych problemów,
  • otrzymać kompleksową i bieżącą opiekę informatyczną,
  • skorzystać z naszych usług doradczych w zakresie rozwoju infrastruktury informatycznej, zakupu sprzętu czy oprogramowania, zastosowania zabezpieczeń w Państwa firmie itp.,
  • wdrożyć oczekiwane rozwiązania informatyczne skutecznie i efektywnie.
Zapraszamy do kontaktu - po analizie Państwa potrzeb sporządzimy dla Państwa wycenę świadczenia usługi outsourcingu informatycznego (IT) a także uczynimy ją jeszcze bardziej atrakcyjną poprzez negocjacje.