czwartek, 12 lutego 2015

Pomoc zdalna - tanio, szybko, wygodnie i bardzo często od ręki!

Dzisiaj chciałem przybliżyć temat pomocy zdalnej czyli coraz bardziej popularnego sposobu na rozwiązywanie problemów informatycznych poprzez Internet i przeznaczone do tego celu oprogramowanie - TeamViewer.

Może kilka słów dlaczego taka pomoc zdalna jest wygodna, szybka, tania oraz większości przypadków realizowana od ręki - czyli jest bardziej opłacalna niż tradycyjne podejście informatyczne typu spotkanie czy wizyta informatyka u klienta.

Innymi słowy - różnica pomiędzy pomocą zdalną a tradycyjną wizytą informatyka jest jak różnica pomiędzy wiadomością email i tradycyjnym papierowym listem, wysłanym pocztą.

Pomoc zdalna jest:
  • wygodna - nie trzeba umawiać się z informatykiem (czyli czekać na jego lub nasz wolny termin pod kątem klasycznego spotkania face to face), nie trzeba organizować w tym celu spotkania w firmie, nie trzeba ogarniać prywatnego domu albo wręcz stresować się przyjmowaniem obcej osoby we własnym domu. Pomoc informatyczna następuje bezpośrednio w komputerze przez Internet oraz ewentualnie w ramach równoległej rozmowy telefonicznej (najczęściej na koszt pomagającego). Nie zawsze bowiem okoliczności sprzyjają wizytom domowym czy firmowym, natomiast komputery raczej nie wybierają na awarię tych najlepszych dni tylko często te najgorsze dni. Czyli dziecko jest chore, szef ma zły dzień, jest nerwowa atmosfera w biurze sami jesteśmy chorzy, jesteśmy na 2 godziny przed wylotem na wakacje a do tego nagły problem z komputerem - to nie są okoliczności sprzyjające umawianiu się z informatykiem w firmie albo w domu. Jednak nawet w takich "pechowych" okolicznościach pomoc zdalna jest najczęściej możliwa i skuteczna.
  • szybka - działanie informatyka następuje najczęściej praktycznie od razu po zarejestrowaniu problemu i uzgodnieniu formy pomocy zdalnej. W praktyce oznacza to że jeśli klient zadzwoni do nas i w trakcie tej rozmowy telefonicznej opisze szczegóły problemu i poinformuje że jest przy komputerze, na którym problem jest widoczny, informatyk SysMedic.pl może najczęściej od razu w ciągu kilku minut, w trakcie tej samej rozmowy telefonicznej, podłączyć się zdalnie do tego komputera, zobaczyć problem na własne oczy - a bardzo często go "z marszu" rozwiązać. Innymi słowy - załatwiamy sedno sprawy od razu czyli rozwiązujemy problem informatyczny, nie tracimy czasu na dodatkowe okoliczności typu dojazd, dopracowanie terminu przez obydwie strony, wspomniane ogarnięcie domu, ustalenia terminu dostępności problematycznego laptopa w firmie itp. Dodatkowo starając się rozwiązywać problemu od razu, najczęściej rozmowa telefoniczna z informatykiem SysMedic.pl kończy się rozwiązaniem takiego problemu informatycznego. To w praktyce oznacza że wiele problemów rozwiązuje się w ciągu pierwszej godziny od ich zgłoszenia. Takie okoliczności powodują że w niektórych sytuacjach pomoc zdalna jest jedyną alternatywą w ogóle. Jeśli np. siedzimy sobie w strefie odlotów na wrocławskim lotnisku EPWR czekając na samolot, mamy jeszcze godzinę do odlotu i po otwarciu laptopa stwierdzamy że mamy problem z pocztą czy innym programem, pomoc zdalna poprzez TeamViewer staje się właściwie jedyną opcją uzyskania pomocy - do typowych prostych problemów wystarczy często 30 minut aby problem wyjaśnić.
  • tania - dla informatyka forma pomocy zdalnej jest często mniej pracochłonna niż tradycyjna więc policzy mniej za zdalną pomoc niż za tradycyjną formę pomocy dojazdowej. Choć sama czynność, powodująca rozwiązanie problemu informatycznego, zdalnie czy na miejscu to podobny nakład pracy, to jednak całościowo akcja dojazdowa wymaga większych nakładów. Trzeba dograć z klientem termin, trzeba dojechać, zainwestować czas w dojazd (często więcej czasu schodzi na dojazd do klienta i powrót niż na same działania informatyczne), również często koszt paliwa, koszt parkingu itp. We Wrocławiu, gdzie świadczymy również usługi w tradycyjnej formie czyli pomocy na miejscu, deklarujemy że nie obciążamy klientów opłat za dojazd do siedziby klienta. Jednak gdy zlecenie realizowane jest pod Wrocławiem, naliczamy również opłatę za dojazd, adekwatną do odległości i ustaleń z klientem.
  • od ręki - gdyż typowy scenariusz realizacji pomocy zdalnej wygląda tak że klient dzwoni czy pisze maila, zgłaszając problem. Od razu następuje rozmowa telefoniczna, najczęściej na nasz koszt, w ramach której poprzez TeamViewer lub inne narzędzia, które można tak wykorzystać (jak np. Skype w komputerze czy smartfonie) udzielana jest pomoc zdalna klientowi.
Czy więc pomoc zdalna to jest panaceum na wszystkie problemy informatyczne? Oczywiście nie :)
Są przypadki gdy zastosowanie pomocy zdalnej jest nieopłacalne albo niemożliwe - czyli gdy:
  • w naszym komputerze Windows się nie uruchamia w ogóle i nie da się za pomocą prostych wyjaśnień telefonicznych pomóc posiadaczowi komputera zmusić go do uruchomienia systemu operacyjnego, aby uruchomi TeamViewera,
  • komputer nie uruchamia się w ogóle - nie słychać aby chodziły wentylatory, nie ma obrazu na monitorze, nie świecą się diody, które normalnie oznaczają działanie urządzenia,
  • nie posiadamy w danym momencie dostępu do Internetu i nie jest w naszym zakresie możliwość uruchomienia tego dostępu na podstawie ustaleń telefonicznych czy czatowych.
Jednak w dzisiejszych czasach najliczniej występujące problemy informatyczne to problemy które widzimy po uruchomieniu się komputera i gdy Windows działa - a więc istnieje możliwość udzielenia pomocy zdalnej. Dość często są to nawet nie tyle problemy ale sytuacje gdy nie wiemy jak wykonać daną czynność albo komputer zaskakuje nas jakimiś komunikatami, których znaczenia nie rozumiemy, nie było ich wcześniej.

niedziela, 4 stycznia 2015

Czym różni się informatyk od serwisanta komputerów?

Dzisiaj sprawa dość prozaiczna choć czasami potencjalnie wprowadzająca w błąd naszych klientów - tzw. "naprawa komputerów". Pojęcie pozornie bardzo pojemne i elastyczne.

Łatwo przecież powiedzieć że "ktoś naprawia komputery" i właściwie nie wnikać co to dokładnie oznacza - dopóki sami nie mamy problemu z komputerem i nie potrzebujemy pomocy. Wówczas to określenie nabiera całkiem nowego sensu. Dopiero wtedy okazuje się że popularnie zwani "komputerowcy" nie są jednolitą grupą ludzi, którzy umieją to samo. Nie można ich wrzucić do jednego worka - mają różne specjalizacje, różne umiejętności, z jednymi problemami radzą sobie lepiej, z innymi gorzej.

Czy to znaczy że jedni umieją więcej a drudzy mniej? Niekoniecznie :) Wszystko zależy od czego ktoś w branży informatycznej wyszedł, od czego zaczął i czym obecnie się zajmuje.
  • osoby który zaczęły swoją przygodę z informatyką od pracy w sklepie komputerowym lub nadal tam pracują, pewnie świetnie będą się orientować w nawet najdrobniejszych niuansach sprzętowych, będą znały słabe i mocne strony danych podzespołów, ich kompatybilność oraz statystyczną awaryjność laptopów różnych marek. Nierzadko będą też świetne w składaniu czy tuningowaniu komputerów oraz będą posiadać sporą wiedzę o sprzęcie komputerowym.
  • ludzie w serwisie komputerowym (skupieni na naprawach sprzętowych) będą mieli wyjątkową orientację na temat usterek sprzętowych, sposobów rozbierania urządzeń przenośnych jak laptopy, będą świetnie wiedzieli jak np. oczyścić z kurzu laptopa, wymienić układ na jego płycie czy wymienić matrycę oraz wiele innych rzeczy związanych ze sprzętem.
  • typowi informatycy (którzy zarządzają serwerami czy sieciami, zajmują się bezpieczeństwem czy konfiguracją/wdrażaniem oprogramowania) będą z reguły bardzo skuteczni jeśli chodzi o wyjaśnianie problemów, których przyczyną nie jest sprzęt a oprogramowanie lub konfiguracja sieci. Jedną z ich mocnych stron jest rozpatrywanie danego problemu informatycznie nie tylko w aspekcie sprzętu, na którym występuje, ale również w powiązaniu z innymi czynnikami w otoczeniu sieciowym komputera. Jeśli komputer zachowuje się dziwnie, jest pełen wirusów, nie chce współpracować z drukarką sieciową, jest problem z jego wydajnością albo w ogóle komputery czy urządzenia nie dogadują się w sieci firmowej czy domowej - to jest właśnie pole do popisu dla informatyka.
Oczywiście nie chcemy tu nikogo dyskredytować. To nie znaczy że serwisant na pewno nie zna się na usuwaniu wirusów czy instalacji oprogramowania a informatyk na rozbudowie pamięci :) Każdy ma szansę być dobry w różnych dziedzinach. O końcowym efekcie dla klienta decyduje tu jednak często praktyka i doświadczenie w rozwiązywaniu danych problemów informatycznych, liczy się również zaplecze techniczne.

Osoby, które pracują w serwisie komputerowym albo prowadzą własny serwis, przyjmują często przynajmniej kilkanaście komputerów dziennie do naprawy. Wiedzą czy słyszą o sporej ilości problemów sprzętowych - chociażby sama praktyka czyni ich ekspertami w dziedzinie takich problemów. Dodatkowo dobre warsztaty mają specjalistyczne zaplecze techniczne, odpowiednie narzędzia do tego aby np. wylutować uszkodzony układ scalony z płyty laptopa i wlutować sprawny. Mają również duży dostęp do podzespołów, zarówno nowych jak i używanych, wiedzą gdzie szukać brakujących elementów - więc dzięki temu świetnie im idzie diagnoza problemów gdzie komputer wydaje się martwy, nie włącza się w ogóle (nawet BIOSu nie ma) czy po ekranie latają dziwne kolorowe śmieci już od pierwszego momentu.

Aby sprawdzić dlaczego komputer jest "martwy", bardzo często trzeba podmienić kilka elementów (jak np. procesor czy płyta główna) aby upewnić się co dokładnie padło. W takiej sytuacji typowy informatyk-sieciowiec często nie ma dużych szans na tak skuteczne usunięcie problemu sprzętowego - nie zawsze ma do dyspozycji warsztat gdzie może sobie do woli podmieniać podzespoły aby upewnić się który z nich jest uszkodzony.

Jednak działa to i w drugą stronę. Gdy przyniesiemy do typowego serwisu komputer czy laptopa i powiemy że mamy problem z drukowaniem na drukarce (której oczywiście nie przynieśliśmy do serwisu, została w domu albo wręcz w innym mieście), wówczas nie dajemy serwisantowi wielu szans skutecznej diagnozy czy rozwiązania problemu.

Podobnie z problemami sieciowymi. Przynosząc laptopa do serwisu i mówiąc że ma on problemy z łączeniem się z internetem, podczas gdy problem tkwi w naszym routerze biurowym czy domowym, prawdopodobnie dostaniemy go z powrotem po paru dniach - z informacją że jest sprawny. Może się zdarzyć też że w takich okolicznościach będziemy musieli zapłacić za diagnozę usterki.

Klient mógłby zapytać: "A po co mi te całe rozważania? Ja chce mieć komputer naprawiony i już!".

Niby tak... ...tylko że zdobycie tej wiedzy jest właśnie w interesie klienta. Wszystko po to aby ten komputer został naprawiony przez właściwego dla danego problemu specjalistę. Innymi słowy - aby klient zapukał z problemem do właściwych drzwi.

Czy w ogóle można zapukać do niewłaściwych drzwi? Można :) Gdy zapukamy do niewłaściwych drzwi, mogą się okazać różne rzeczy, z reguły niekoniecznie dobre dla nas. Przykładowo:
  • serwis laptopów nie rozwiąże nam problemu z siecią domową choć może wziąć pieniądze za diagnozę laptopa który finalnie okaże się sprawny,
  • motywowany chęcią zarobku za wszelką cenę informatyk - sieciowiec bez warsztatu nie poradzi sobie z wymianą matrycy w laptopie czy nie będzie umiał wymienić układu na płycie głównej laptopa - choć też może policzyć sobie za diagnozę.
Właściciele samochodów może lepiej odczytają taki przykład.

Jeśli będziemy mieli problem blacharski (np. mieliśmy stłuczkę) to właściwie oczywistym wydaje się aby udać się z nim do warsztatu blacharskiego albo do autoryzowanego salonu gdzie również zajmują się blacharką (jeśli mamy nadal gwarancję na samochód).
Jeśli zaś idzie zima, chcemy zmienić opony, to jedziemy do warsztatu specjalizującego się w ogumieniu i jego przechowywaniu.
Z kolei jak trzeba zmienić olej czy jakiś filtr - udajemy się do takiego typowego warsztatu ogólnego.

W przypadku samochodów dla wielu osób jest to oczywiste gdzie się udać na naprawę danego typu.  W przypadku komputerów już niekoniecznie. I po to właśnie powstał ten artykuł - aby choć trochę rozjaśnić tą kwestię.

Co więc z artykułu wynika dla zwykłego użytkownika? Skąd wiedzieć do kogo się udać? W skrócie:
  • spróbuj chociaż domyślić się czy problem z Twoim komputerem może mieć naturę sprzętową czy to raczej problem z oprogramowaniem, wirusami czy siecią komputerową.
    Problem sprzętowy można odróżnić chociażby po bardzo nietypowym zachowaniu komputera, np. dziwne śmieci latające po ekranie, całkowita niemożliwość włączenia komputera, nagłe wyłączenia się "w jednej chwili" czy piszczenie albo przegrzewanie się, w najgorszym przypadku dym i zapach spalenizny. Innymi słowy czymś co ewidentnie jest problemem "silniejszym" niż działanie systemu Windows.
    W razie wątpliwości możesz nawet telefonicznie podpytać dowolną osobę z branży informatycznej czy bardziej wygląda to na problem sprzętowy czy z oprogramowaniem lub konfiguracją.
  • w przypadku awarii sprzętowej weź pod uwagę że łatwiej sprzęt będzie naprawić w serwisie gdyż informatyk/serwisant dojeżdżający na miejsce do Ciebie być może nie ma warsztatu w walizce albo gotowych podzespołów na wymianę, pasujących właśnie do Twojego komputera. Dodatkowo wizyta informatyka na miejscu z dojazdem może się wiązać z dodatkowym kosztem (akurat nie w naszym przypadku w obrębie Wrocławia),
  • jeśli twój komputer to laptop i masz z nim problem ewidentnie sprzętowy, rozważ udanie się z nim do serwisu laptopów jako pierwszy krok,
  • jeśli zaś problem, który obserwujesz, występuje na większej ilości komputerów w danej sieci a nie tylko na Twoim, wówczas raczej to problem z siecią albo routerem - wizyta informatyka może być bardzo wskazana, może być z tym problem aby naprawić to w serwisie (tam pewnie określą jedynie że karta sieciowa/WiFi w tym komputerze jest sprawna),
  • rozmaite komplikacje z oprogramowaniem czy wirusami to raczej również temat dla informatyka dojeżdżającego - bywa że więcej niż jeden komputer jest zainfekowany w danej sieci, oczyszczenie go w serwisie niewiele da. Bywa że typowe serwisy komputerowe przetwarzają "pacjentów" masowo i nie jest rzadkością że ktoś przywróci nam komputer do działania, po prostu instalując system od nowa a nasze dane (zdjęcia, poczta czy dokumenty) ulegają skasowaniu.

środa, 31 grudnia 2014

Antywirus spowalnia komputer! Co robić?

Pewnie nie raz spotkaliście się z takim zjawiskiem, zwłaszcza na starszych komputerach. Gdy trwa skanowanie antywirusowe, nasz komputer czasami zwalnia niemiłosiernie. Znany widok?

Jest jeszcze o tyle dobrze gdy to my w pełni świadomie uruchamiamy takie skanowanie albo wiemy kiedy ono nastąpi, jak je zatrzymać lub zmienić godzinę jego uruchomienia. Gorzej gdy to administrator naszej sieci ustawił takie zadanie odgórnie i my właściwie nie możemy nic z tym zrobić - ani wyłączyć, ani zatrzymać tego zadania. Jesteśmy skazani na wolną pracę komputera. Tym wolniej to się odbywa im starszy komputer, wolniejszy dysk czy mniej pamięci RAM.

Czy jest jakieś inne rozwiązanie? Tak - Webroot!

Klasyczny program antywirusowy, bez względu na producenta, przegląda pliki w naszym komputerze jeden po drugim, sprawdzając każdy z tych plików pod kątem bardzo wielu sygnatur wirusowych. Ilość sprawdzanych sygnatur może iść nawet w miliony. Miliony sprawdzeń na dziesiątkach lub setkach tysięcy plików. W efekcie komputer dostaje naprawdę kawałek ciężkiej roboty aby zapewnić bezpieczeństwo sobie i naszym danym.

A co to jest Webroot i czym on się różni od klasycznego programu antywirusowego?

Webroot to skuteczne rozwiązanie antywirusowe o bardzo ciekawym i wydajnym podejściu do tematu, opierające się na zasobach w chmurze (w sieci na serwerach producenta) aby identyfikować zagrożenia a następnie skutecznie je eliminować.

W największym skrócie - program ten nie próbuje skanować każdego pliku pod kątem tych niezliczonych sygnatur wirusowych ale zamiast tego wylicza dla każdego pliku unikalną sumę kontrolną a następnie porównuje ją z informacjami zgromadzonymi w chmurze i na tej podstawie identyfikuje plik jako bezpieczny lub nie, ewentualnie nieznany.

Poniżej zaserwuję Wam trochę teorii, opowiedzianej mam nadzieję prostymi słowami :)

Suma kontrolna to unikalny dla danego pliku ciąg liczbowy, wyliczany na podstawie zawartości tego pliku. Dzięki temu sumy kontrolne są bardzo przydatne przy porównywaniu plików. Dwa identyczne pliki będą miały identyczne sumy kontrolne, dwa różne pliki (różniące się nawet jednym bajtem) będą miały inne sumy kontrolne.
Dodać należy że wyliczenie sumy kontrolnej dla pliku to proces dla komputera znacznie mniej pracochłonny niż sprawdzenie go pod kątem milionów sygnatur antywirusowych. W efekcie wyliczając sumę kontrolną i sprawdzając ją w jakiejś większej bazie, możemy ustalić co to za plik, czy jest on bezpieczny czy nie.

I to właśnie robi Webroot - zamiast męczyć komputer sprawdzaniem plików pod kątem obecności sygnatur wirusowych, sprawdza pliki pod kątem sum kontrolnych i porównuje sobie je z bazą sum kontrolnych producenta "w chmurze". Dzięki temu gdy okaże się że dany plik ma sumę kontrolną właściwą dla pliku niebezpiecznego, zainfekowanego, wówczas jest on uznany za niebezpieczny i wrzucony do kwarantanny. Jeśli plik jest czysty to jest potraktowany jako czysty.
Jeśli nawet dany plik jest nieznany w wielkiej bazie producenta, wówczas Webroot pozwala otworzyć go w tzw. sandboxie czyli "piaskownicy". Tak otwarty plik nie może narobić szkody w naszym komputerze, a w przypadku gdy potem zostanie uznany za zagrożenie, Webroot wrzuca go do kwarantanny i stara się odwrócić zmiany, które dany plik czy program mógł wprowadzić w komputerze.

Skoro porównujemy tylko sumy kontrolne plików zamiast poszukiwać w nich sygnatur wirusowych, odbywa się to znacznie szybciej. Tak więc codziennie skanowanie komputera trwa minuty a nie godziny.

Webroot - skanowanie












Ktoś może zapytać: "A co gdy mój komputer nie będzie miał dostępu do Internetu? Przecież wtedy program Webroot nie będzie w stanie sprawdzić moich plików no bo z czym to porówna skoro z chmurą się nie połączy?".

Pozornie trafna uwaga ale i na taką okoliczność Webroot jest przygotowany. Podobnie jak w przypadku plików nieznanych, uruchamiane są one w sandboxie czyli tzw. "piaskownicy". W efekcie taki plik nie narobi nam szkód, a gdy potem komputer zostanie podłączony do internetu, dane o plikach na podstawie sum kontrolnych zostaną zaktualizowane z chmury producenta i okaże się czy plik jest bezpieczny czy nie. Gdy okaże się faktycznie zagrożeniem, wówczas trafi do kwarantanny a wszystkie zmiany, które zrobił w komputerze, zostaną odwrócone.

Oczywiście jeśli chcemy zapewnić ochronę antywirusową dla komputera, który z założenia dostępu do Internetu mieć nie będzie, lepiej jednak rozejrzeć się za innym oprogramowaniem antywirusowym, działającym w sposób bardziej tradycyjny. Jednak w dzisiejszych czasach komputer bez dostępu do Internetu to niezwykła rzadkość, przynajmniej w zwykłych okolicznościach.

Webroot to również świetne narzędzie dla wszystkich administratorów, również tam gdzie trzeba chronić laptopy, przebywające poza siedzibą firmy. Większość korporacyjnych rozwiązań antywirusowych ma swego rodzaju panel administracyjny, jednak bardzo często do jego prawidłowego działania wymagane jest bezpośrednie połączenie pomiędzy zarządzanym komputerem a serwerem systemu antywirusowego. W realiach pracy mobilnej, komórkowego dostępu do Internetu czy pracy zdalnej z hoteli, lotnisk czy kawiarni, zestawienie stabilnego połączenia pomiędzy zarządzaną instalacją antywirusa na komputerze pracownika a serwerem antywirusowym to nie jest zawsze oczywista oczywistość :)

Tutaj znowu wychodzi spora przewaga Webroota nad innymi rozwiązaniami antywirusowymi, zarządzanymi centralnie. Webroot posiada konsolę administracyjną po stronie serwerów producenta. Program zainstalowany na chronionym komputerze cały czasy wymienia dane z tą konsolą.
Oznacza to że centralnie zarządzane instalacje programu antywirusowego są w kontakcie z serwerem zarządzania cały czas, nie tylko gdy komputer pracownika mobilnego znajdzie się w firmie czy doraźnie połączy się z firmą za pomocą VPN. Innymi słowy - cały czas wiemy co się dzieje w zakresie ochrony antywirusowej na komputerach firmowych, bez względu na to czy są w siedzibie czy nie i czy mamy z nimi bezpośrednie połączenie.

Co więcej - wspomniana konsola administracyjna na serwerach producenta pozwala nam wykonywać różne użyteczne działania administracyjne. Jak widać na poniższym przykładzie, możemy za pomocą takiej konsoli wykonać również komendy nie związane bezpośrednio z samą ochroną antywirusową, ale przydatne również do innych celów w typowych zadaniach administracyjnych. Możemy np. zrestartować zdalny komputer bez konieczności logowania się do niego pulpitem zdalnym czy TeamViewerem. Możemy również uruchomić jakąś komendę z wiersza polecenia czy zrobić zmianę w rejestrze. Możemy również zmusić komputer zdalnie do starty w trybie awaryjnym z obsługą sieci co może być dość przydatne jeśli chodzi o zwalczanie różnych zagrożeń, które trudno jest wyeliminować przy systemie operacyjnym uruchomionym w normalnym trybie.

Webroot - konsola
Webroot - konsola 2

Podsumowując: komu i gdzie Webroot się przyda?
  • tam gdzie dysponujemy starszym komputerem lub takim posiadającym wolniejszy procesor, dysk czy małą ilość pamięci RAM - na pewno zauważymy że skanowanie antywirusowe jest zdecydowanie krótsze a komfort pracy choć trochę lepszy,
  • tam gdzie z założenia nie chcemy aby program antywirusowy był ciężarem dla naszego komputera a jednocześnie z oczywistych względów nie chcemy pozostać bez ochrony antywirusowej,
  • w przypadkach gdy w naszej firmie jest sporo osób pracujących mobilnie na laptopach a my chcemy mieć pełen stan wiedzy na temat ochrony antywirusowej tych laptopów,
  • tam gdzie bardzo zależy nam na wygodnej konsoli administracyjnej albo nie posiadamy w firmie centralnego serwera, zarządzającego oprogramowaniem antywirusowym. 
Jeżeli zainteresował Was ten temat, skontaktujcie się z nami! Pomożemy - doradzimy czy Webroot przyda się u Was i wdrożymy to oprogramowanie. Sami bowiem z niego korzystamy.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Czemu to tyle trwa?

Dzisiaj opowiem Wam realia robienia czegoś "na wczoraj", czegoś poniżej kosztów, spraw z pogranicza "mission impossible" albo gdy trzeba odpowiedzieć na pytania klienta/szefa z gatunku "pytania do jasnowidza". Czyli jak to się kończy gdy klient czy szef wymaga od informatyka "niemożliwego".

Każdy informatyk już pewnie na początku swojej kariery zauważył to zjawisko - prawie wszystko jest na przysłowiowe "wczoraj", zawsze na styk możliwości realizacji, zawsze zakłada się że łatwo pójdzie i nie ma scenariusza na inną opcję...
Częściej można spotkać bardzo wyśrubowany termin realizacji zadania niż groźną infekcje wirusową, ambitną konfigurację czy próbę włamu na serwer. Informatyk przeważnie zmaga się właśnie z bardzo krótkimi terminami niż hordami hackerów czy plagami infekcji...
 
Skąd się bierze zjawisko "mission impossible"?

Weźmy może prosty przykład, który może na początku nie wydaje się bezpośrednio związany z tematem.
W naszym cenniku można znaleźć pozycję "Usuwanie wirusów, trojanów oraz innego niechcianego oprogramowania". Jak widać - usługę tą wstępnie szacujemy na koszt od 30 do 100 PLN. Skąd taki rozstrzał?
Najprościej mówiąc - wszystko zależy od danego przypadku - różne ceny niby tej samej usługi wynikają z różnej pracochłonności zadania.

Jeśli infekcja polega usunięciu jednego niegroźnego wirusa, nieaktywnego i siedzącego sobie w zapomnianym katalogu na dysku, to mamy np. 15 minut roboty...
Innym razem jednak trafiamy na zjawisko infekcji totalnej -  tu nie wystarczy już prosta procedura, trzeba sięgać po specjalne narzędzia, skanować komputer z poziomu płytki narzędziowej czy pendrive. A im więcej danych i im wolniejszy komputer, tym wolniejsze skanowanie. A pojedyncze skanowanie nie zawsze może dać efekt - czyli czasami zabieg trzeba powtórzyć. A czasami to się nie uda i trzeba całość jednak sformatować...
Taki czarny scenariusz może się ciągnąć godzinami aż osiągniemy pożądany efekt.

A zjawisko "mission impossible" bierze się stąd, że najczęściej zleceniodawca z góry zakłada najbardziej optymistyczny scenariusz, czasami wręcz otwarcie go oczekuje, stawia jako target naszych działań, czasami kojarzy to z czymś w typie best deal - czyli że z góry może utargować najkrótszy czas realizacji, coś jak wariant ekspresowy...
Gdy jednak dowiaduje się jakie są realia i że to wcale nie będzie najkrótszy wariant realizacji usługi, jest niezadowolony, to nie miało tyle trwać, ktoś mu nie dał najlepszej oferty...

Skąd klienci więc biorą swoje wyceny, szacowania?
Każdy z nas ma jakieś swoje wyobrażenie o danej usłudze, głównie na podstawie własnych doświadczeń albo doświadczeń znajomych, rodziny, zewnętrznych konsultacji itp.
Tak więc ktoś, kto widział udaną rozprawę z wirusami jedynie w wersji light (prosta infekcja), być może usuwanie wirusów kojarzy z taką szybką akcją i może być niezadowolony jeśli zabieg pt. "usuwanie wirusów" potrwa kilka godzin w przypadku dużej infekcji.
I odwrotnie - jeśli ktoś przywykł do długich potyczek z falami infekcji, usuwanie pojedynczej, prostej infekcji wywoła u niego uśmiech na twarzy i pewnie pomyśli że ci, którzy realizowali wcześniejsze usługi, może go naciągnęli czy oszukali albo że teraz trafił na super informatyka...
Pamiętajmy że cały czas chodzi o jedną i tą samą usługę w cenniku...
Od danego przypadku i tej kombinacji wrażeń "kiedyś-dzisiaj" zależy czy ocena takich działań będzie pozytywna czy negatywna.
Niektórzy zleceniodawcy czasami doszukują się również jakiegoś wątku handlowego w całej sprawie.
Wygląda to jakby założyli sobie target a potem, widząc że nie jest on osiągany, myśleli "Dlaczego ten informatyk chce ode mnie więcej pieniędzy za robotę niż zakładałem, czemu tyle siedział nad prostą sprawą? Jaki argument powinienem rzucić aby zszedł z ceny czy zrobił robotę szybciej?"...
Być może odbierają sytuację na zasadzie że robią deal, że to dobijanie interesu, że to gra handlowa... Handlowiec może zejść z ceny i to w większości jest kwestia dobrej woli, więc podobnego podejścia oczekuje się od informatyka.

A czy tak powinno być?

Wg mnie nie. Taka zaoczna wycena czasochłonności powinna uwzględniać różne problemy jakie można napotkać podczas realizacji zadania informatycznego i wynikać z faktycznej trudności zadania a nie tylko z własnego przeświadczenia ile takie zadanie w teorii powinno zajmować albo porównań do innych, w rzeczywistości zupełnie innych przypadków (choć dla zleceniodawcy wydają się one identyczne).

Co z tego wynika? 

Najczęściej ocena danego wykonawcy, jeśli nie jest do końca trafna, może się skończyć nawet niespodziewaną zmianą wykonawcy. To zresztą nie jest jedynie domena zleceń w branży IT, podobne sytuacje zdarzają się również w innych branżach.
Tak więc albo jeszcze przed realizacją zlecenia albo już w trakcie jego trwania, zleceniodawca zauważa że to zajmie dłużej i będzie kosztować więcej niż początkowo sobie oszacował. Wówczas albo kładzie nacisk na informatyka - niech zrobi coś aby to jednak zajęło krócej i kosztowało mniej, albo czując się oszukany, zaczyna rozglądać się za innym wykonawcą.

W efekcie wszyscy tracą:
  • klient traci bo ma rozgrzebaną robotę, którą potem próbuje przejąć kolejny wykonawca z często jeszcze gorszym skutkiem, niż zaczął pierwszy. Poza tym, chcąc oszczędzić, bywa że klient płaci prawie podwójnie - raz pierwszemu wykonawcy za zaczęcie czy pierwsze etapy roboty, drugi raz drugiemu wykonawcy za dokończenie. O straconych nerwach nie wspomnę. Bywa też że po zmianie wykonawcy na kolejnego klienta czeka dalsze rozczarowanie bo ten drugi jest jeszcze mniej efektywny niż pierwszy - zwłaszcza jak zadanie było właśnie "mission impossible".
  • traci pierwszy wykonawca bo czeka go spora ilość spięć i trudnych sytuacji z klientem, robota robi się mało wdzięczna a może się okazać że klient nie zapłaci bo wstępnie oszacował sobie dane zadanie inaczej a wyszło tak jak w realu a nie jak w teorii.
  • bywa że traci również kolejny wykonawca, bo dostaje rozgrzebaną robotę po pierwszym wykonawcy, już wstępnie poirytowanego klienta i właściwie na dzień dobry wszystko jest "pod górę". Bywa że drugi wykonawca potwierdza swoim działaniem słuszność działań tego pierwszego i wtedy klient już naprawdę nie wie co z tym zrobić...
Czy są tu jakieś rady dla klientów/zleceniodawców?

Pamiętajmy że ludzie, którzy piszą programy czy systemy operacyjne też się mylą a z tego czasami wynikają problemy w naszej pracy informatyków i są to problemy naprawdę niespodziewane, nigdzie o nich nie uczą w żadnej szkole i właściwie tylko logiczne myślenie lub improwizacja pozwalają wybrnąć z nietypowego problemu. Dlatego nie zawsze wszystko jest na czas, zgodnie z obietnicą i w ogóle wg rozkładu jazdy.
W świecie IT nie zawsze wszystko do siebie pasuje, nie ma uniwersalnego prawa informatycznego, które wymagałoby aby programy pasowały do siebie i nie robiły błędów. Długo jeszcze poczekamy na taką idealną sytuację.
Jeśli chcecie szacować realnie - zapytajcie Waszego informatyka - podwykonawcy czy pracownika. Jeśli nie wie od razu, pozwólcie się mu dowiedzieć - to Wasz przewodnik po świecie IT.
Dopiero wtedy decydujecie ile co ma zająć i ile kosztować.

A co można doradzić informatykom?

Pamiętajcie, klient czy szef często ma swoją wizję, którą być może złapał w biegu, znajomy mu podpowiedział, nikt nie wnikał w szczegóły techniczne - skoro dało się wdrożyć w jednym miejscu, pewnie da się i w drugim. Innymi słowy - nikt nie spodziewał się "schodów".
Uświadomcie go dlaczego ten konkretny przypadek jest inny, wskażcie słabe punkty, wytłumaczcie że to nie deal czy oferta handlowa, że tu decydują konkretne możliwości techniczne a nie dobra wola. Posłużcie się jakimś przykładem z mniej informatycznego aspektu życia - np. "części do Audi nie będą pasować do Peugeota".
 

niedziela, 4 sierpnia 2013

Jaki sposób wyceny usług informatycznych opłaca się klientom

Kolejny finansowy temat.
 
Tym razem chcemy pokazać jak różne sposoby wyceny zleceń informatycznych rzutują na cenę końcową usługi dla klienta. I mówię tu zarówno o jednorazowych zleceniach jak i regularnej opiece informatycznej miesiąc w miesiąc.
 
Ktoś może skwitować: "Po co takie rozważania? Ma być najtaniej i już!"...
 
Zacznijmy może od tego jak w praktyce wygląda ustalanie z nami cen. Przychodzimy do klienta i pytamy się jaki sposób wyceny preferuje. I tu w zależności od rodzaju klienta, branży, jego wcześniejszych doświadczeń z informatykami czy podwykonawcami w ogóle, słyszymy następujące wersje zdarzeń:
  • ryczałt za usługę,
  • wycena godzinowa,
  • wycena zadaniowa (np. określona stawka za każdą interwencję).
 
W prawie każdym z tych przypadków, osoba decyzyjna po stronie klienta jest w pełni przekonana co do słuszności własnej propozycji takiej wyceny. Sporo klientów nie ma doświadczenia informatycznego, własnych statystyk odnośnie pracochłonności poszczególnych zadań informatycznych, pełnej świadomości co faktycznie dzieje się w ich sieci komputerowej.
W efekcie wybierają wykonawców którzy zaoferują ich ulubiony sposób wyceny a nie najtańszy w danej sytuacji.
 
Czy zatem zamierzamy z tym polemizować albo udowadniać że ktoś nie ma racji?
Nie, chcemy jedynie pokazać jak u nas wycena usługi wygląda od kuchni i w zależności od sytuacji w danej firmie i jak takie czy inne założenie może przełożyć się na finalną cenę usługi.
Można to potraktować jak taki swoisty przewodnik po wycenach informatycznych. I jeśli nawet ktoś nie wybierze nas do realizacji danego zadania, może przyda mu się to w rozmowach z innymi podwykonawcami.
 
Może parę przykładów:
  • gdy wiedza osoby decyzyjnej o aktualnej sytuacji sieci komputerowej w firmie pokrywa się ze stanem faktycznym, gdy osoba taka jest osobą trochę techniczną i dodatkowo jest dobrze zorientowana w przebiegu poprzednich prac informatycznych, wie co gdzie było robione wcześniej i jaki efekt to dało - tam raczej opłaca się zastosować wycenę czasową.
    Dzieje się tak gdyż w trakcie prac najczęściej nie wychodzą dodatkowe, nieznane wcześniej fakty, problemy czy zadania - więc koszt jest przewidywalny a ponieważ jest liczony od czasu więc dobrze dopasowany do zakresu prac.
  • w przypadku gdy osoba decyzyjna nie jest osobą techniczną, nie do końca ma pełny zakres informacji odnośnie tego co było zrobione w systemie wcześniej, jeśli nie wnikała dokładnie czym zajmowała się faktycznie poprzednia ekipa IT, na czym polegały problemy - to najczęściej w trakcie dalszych prac informatycznych wyjdzie dużo niespodzianek.
    W przypadku realizacji wyceny czasowej może dać różne nieprzewidziane efekty finansowe. Siadamy do prac, ktoś decyzyjny zakłada że dane zadanie skończymy w godzinę, a tymczasem my napotykamy przy okazji 3 inne problemy informatyczne i właściwie czas realizacji przeciąga się do 3-4 godzin i nie jest to celowe generowanie kosztów czy naciąganie czasu pracy - rzeczywiście tyle pracy trzeba włożyć aby zrobić coś solidnie.
    Najlepszą analogią byłby przypadek gdy jedziemy do mechanika samochodowego aby wymienił nam olej a przy okazji dowiadujemy się że mamy zużyte klocki hamulcowe i brak płynu hamulcowego.
    I tu ma miejsce pewna sytuacja patowa - jeśli taki przykładowy mechanik wymieni jednak te klocki, doleje płynu hamulcowego to jesteśmy bezpieczniejsi na drodze, ale czujemy się trochę oburzeni i może oszukani albo naciągnięci - nie zakładaliśmy dodatkowego kosztu, nie pasuje to nam.
    Z drugiej jednak strony - jeśli ktoś tego nie wyprostuje (zrobi tylko to o co prosiliśmy ignorując faktyczne zagrożenie) albo chociaż nam o tym nie wspomni, będzie automatycznie głównym podejrzanym w przypadku gdy będziemy mieli wypadek i nie zdążymy skutecznie zahamować. I tak źle, i tak niedobrze...
    Dlatego też w przypadku gdy zleceniodawca nie ma pełnej wiedzy o stanie infrastruktury informatycznej ani o problemach które tam występują, dużo lepiej wyjdzie na wycenie ryczałtowej lub zafiksowanej kwocie za dany zakres zadań.
    Oczywiście ta sytuacja ma również drugą stronę medalu. My również chcemy aby cena odpowiadała pracochłonności więc w przypadku gdy pracochłonność w istotny sposób przewyższa uprzednią wycenę, staramy się o tym z klientem rozmawiać. Jednak jest to dużo lepsza sytuacja niż taka, w której zleceniodawca staje przed dużo wyższym kosztem w wyniku wyceny godzinowej niż się spodziewał.
  • wycena zadaniowa przydaje się gdzieś pośrodku - jeśli nie wiemy wszystkiego o naszej sieci komputerowej, mamy pracowników, którzy mogą coś chcący lub niechcący w niej zepsuć, ale z drugiej strony jakiś obraz tej sytuacji mamy, dotychczasowy podwykonawca informatyczny rzeczowo informował nas o postępach i efektach swoich prac, możemy wykorzystać złoty środek jakim jest wycena zadaniowa. Czyli umawiamy się na konkretną cenę za dany typ zadania.
Tytułem podsumowania - jak widać dużo zależy od tego ile zleceniodawca wie o zadaniu które nam zleca i o tym co się dzieje w jego sieci komputerowej. Dlatego też jeśli zamierzamy zlecić doraźne zadanie informatyczne lub podpisać umowę regularnej opieki informatycznej - weźmy poprawkę na nasz poziom wiedzy informatycznej oraz wiedzy o tym co się dzieje w naszym systemie komputerowym oraz jak faktycznie wywiązywała się z zadań informatycznych poprzednia ekipa.
 

wtorek, 9 lipca 2013

Od czego zależy cena reinstalacji Windowsa czyli coś o wycenie usług informatycznych

Teraz coś o pieniądzach...
Być może czasami zastanawialiście się od czego zależy cena takiej przykładowej, typowej usługi informatycznej. Poprzez "typową" usługę rozumiem np. chyba już legendarne przeinstalowanie Windowsa.
Często bowiem spotykamy na stronach firm informatycznych czy w serwisach ogłoszeniowych różne wyceny tej samej usługi i nieraz wydaje się to dziwne - jedni chcą tyle, drudzy dwa razy więcej.
Czy to znaczy że ci informatycy, którzy chcą za to więcej to oszuści i zdziercy? A może inni cenią się za tanio?
Spróbuję na to pytanie odpowiedzieć z pozycji informatyka, który też realizuje takie zlecenia.
Przede wszystkim - w branży informatycznej, podobnie jak w innych branżach, istnieją pewne wieloznacznie nazwane usługi. Poprzez wieloznaczność mam na myśli to że pod tą samą nazwą cennikową może kryć się zupełnie różne usługi, których czas realizacji to 30 minut jak i 4 godziny...
Oczywiście wiadomo że im więcej pracy tym więcej usługa będzie kosztować.
Skąd taki rozstrzał? Czy te 4 godzin to jakieś oszustwo? A może zrobienie tego w 30 minut to jakieś pójście na skróty czy partactwo?
Najczęściej ani jedno ani drugie...
Operuję tu cały czas klasycznym przykładem przeinstalowania systemu Windows XP bo świetnie oddaje to zjawisko choć system tej już jest bardzo dojrzały i coraz więcej osób przesiada się na Windows 7 i 8.
W wycenie chodzi o faktyczną pracochłonność i nakład czasu potrzebny do osiągnięcia efektu zakładanego przez klienta. I w zależności od tego co zastaniemy u klienta, jego sprzętu i oczekiwań "dodatkowych", na osiągnięcie tego samego efektu, potrzebujemy mniejszej lub większej ilości pracy - a więc i czasu...
Często takie kalkulacje nie biorą pod uwagę konieczności wykonania wielu czynności dodatkowych. Przykładowo - zwykłe zainstalowanie Windows najczęściej zajmuje do 30 minut - ale chodzi tu o samą instalację po uruchomieniu instalatora z płytki czy pendrive.
Co więcej - nawet i ten etap może potrwać różnie - jeśli np. podczas instalacji XP wybierzemy pełne formatowanie zamiast szybkiego, to nawet ta podstawowa instalacja może się wydłużyć. Szybkie formatowanie jest jednym z etapów instalacji i zajmuje np. do 30 sekund, jeśli zamiast tego wybierzemy pełne formatowanie, to w zależności od szybkości naszego dysku i jego pojemności, może to sięgnąć prawie godziny...
Czyli z 30 minut może się nagle zrobić 1,5 godziny na samą instalację samego systemu - bez przywracania danych czy instalacji sterowników.
formatowanie Windows i inne

Zakładając jednak że trzymamy się szybkiego formatowania podczas instalacji, pozostaje wiele spraw dodatkowych, które mogą taką usługę wydłużyć.
Najbardziej podstawową sprawą są sterowniki do różnych urządzeń w komputerze. Większość z nich znajdziemy w lepszej czy gorszej wersji w samym systemie operacyjnym. Im nowsza wersja systemu tym więcej ich tam znajdziemy.
Oczywiście najczęściej te sterowniki najbardziej wydajne, najnowsze albo o największej funkcjonalności, znajdziemy na stronie producenta danego sprzętu lub na płytce dołączonej do sprzętu. Bywa że Microsoft nie zawarł w systemie operacyjnym tych sterowników i strona producenta lub płytka jest jedynym ich źródłem.
Najgorszy scenariusz to taki, gdzie nawet na stronie producenta nie znajdujemy sterowników i musimy szukać naprawdę dobrze aby takie urządzenie uruchomić. To jednak zdarza się naprawdę rzadko i z bardzo unikalnym sprzętem.
Dodatkowo jeśli klient zaznaczy że chce w ramach reinstalacji mieć zabezpieczone swoje dane i programy, które miał wcześniej zainstalowane, okazuje się że w zależności od ilości tych danych i programów, robota wydłuża nam się o kolejne 30 minut do nawet ekstra kilku godzin.
Dlaczego? Dlatego, że przecież dane, które zabezpieczamy (czyli najczęściej kopiujemy w inne miejsce, np. na pendrive, dysk przenośny czy drugą partycję) mogą mieć różny rozmiar. To może być i 10 MB (np. 20 dokumentów) jak i 200 GB (wielka kolekcja zdjęć). Im więcej danych, tym więcej czekania aż to się gdzieś skopiuje przed wykonaniem reinstalacji a potem drugie tyle aż się skopiuje z powrotem po reinstalacji.
Tak samo z programami, które klient chce mieć działające po reinstalacji - ich ponowna instalacja zajmuje również sporo czasu w niektórych przypadkach. Tym więcej, im bardziej programy są nietypowe, brakuje do nich plików instalacyjnych, trzeba odnaleźć klucze licencyjne czy przywrócić dane w ich miejsce.
Bywa że zabezpieczanie danych zajmuje 2 godziny, reinstalacja godzinę, przywracanie danych to kolejne 2 godziny...

Poza tym można zauważyć dwa podejścia do sprawy aktualizacji systemu Windows po jego zainstalowaniu.
System operacyjny, zainstalowany z płytki czy pendrive, ma stan aktualizacji na dzień wypuszczenia takiej płytki czy obrazu na rynek. Najczęściej od tego momentu producent systemu znajduje wiele błędów i poprawia je wypuszczając aktualizacje Windows.
Po zainstalowaniu system sam z siebie po jakimś czasie proponuje ich instalację.
Jedni informatycy skłaniają się ku takiej propozycji i poświęcają w ramach usługi reinstalacji systemu czas na zainstalowanie tych poprawek, drudzy nie widzą takiej potrzeby, uważają że system gdzieś tam je sam potem pobierze.
Dlaczego ma to znaczenie w czasie realizacji usługi i jej koszcie? Ponieważ to trwa - i to w zależności od wersji systemu i jego wydania (Windows XP wychodził na płytkach z różnymi poziomami poprawek, w zależności od roku wypuszczenia płytki), komputer musi pobrać więcej lub mniej danych z Internetu aby osiągnąć aktualny poziom poprawek. Na czas pobierania ma też wpływ prędkość łącza internetowego, jaką dysponuje klient.
Czyli w bardzo optymistycznym scenariuszu reinstalacji Windows XP mamy ok. 30 minut jeśli nie zabezpieczamy danych, robimy szybkie formatowanie, sterowniki albo są w systemie albo mamy je pod ręką, a potem nie musimy instalować najbardziej typowych programów bo klient zrobi to sam.
Czarny scenariusz to np. reinstalacja z pełnym formatowaniem, problemami z odnalezieniem sterowników, wiele danych do zabezpieczenia oraz wiele poprawek Windows do pobrania - w efekcie nawet 5-6 godzin schodzi na jedną reinstalację.
Jak widać wszystko zależy od tego ile klient sobie zażyczy abyśmy zrobili w ramach takiej reinstalacji lub ile my zdecydujemy za klienta ile powinniśmy zrobić.

Niestety nie wszyscy klienci wiedzą czego mogą lub nawet powinni sobie zażyczyć. W efekcie kierując się jedynie ceną mogą łatwo się "naciąć" na tanią usługę, która okazuje się być jedynie samym sformatowaniem dysku i zainstalowaniem "gołego" Windowsa. I dopiero potem przychodzi uświadomienie sobie "gdzie moje zdjęcia z wakacji, gdzie moja poczta, gdzie moje dokumenty..." - ale wtedy najczęściej jest już za późno.
Nasza etyka jest taka że jeśli już zabieramy się za reinstalację systemu, dokładnie dopytujemy klienta o zakres tej usługi, przypominamy o zabezpieczeniu danych, poczty itp. Uświadamiamy jakie będą skutki tego, jakie tamtego, informujemy ile to potrwa. Dopiero mając wszystkie niezbędne informacje, przystępujemy do działania.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Czy Linux to naprawdę zamiennik dla Windowsa?

Od kilku lat gdzieś przewijają się nam informacje że zamiast Windowsa można zainstalować na komputerze "Linuxa" czyli którąś z dystrybucji systemu Linux: Ubuntu, Linux Mint, Fedora, Mandriva... Niektórzy nawet są z tego zadowoleni, choć spotykamy też opinie że dla niektórych praca w takim środowisku jest trudna itp.

Jak to więc jest z punktu widzenia informatyka?

Najpierw jakie wg mnie są zalety posiadania Linuxa na pulpicie:
  1. Generalnie mówiąc popularne dystrybucje Linuxa są w zdecydowanej większości darmowe, nie potrzebujemy wykupywać licencji - więc pod względem ceny jest to na pewno bardzo atrakcyjna propozycja, zwłaszcza że za darmo zyskujemy praktycznie kompletne i legalne środowisko do pracy, typowego korzystania z Internetu czy nawet zabawy.
  2. Wg mnie kolejną zaletą rozwiązań linuxowych na pulpit jest to że w teorii istnieje może kilka wirusów (w sensie rozumianym na Windowsie), ale w praktyce osobiście jeszcze się nie spotkałem z typowym "windowsowym" zawirusowanie Linuxa. Nie wspominam tu oczywiście o atakach na serwery liuxowe, gdzie rzeczywiście można spotkać rootkity/trojany ale to "zawdzięczamy raczej faktowi wystawienia tych serwerów na świat czy braku aktualizacji systemu serwera czy serwowanych przez niego stron. Tak więc środowisko Linuxa na pulpicie można uznać chyba za dużo bezpieczniejsze niż statystyczne środowisko Windows, zwłaszcza gdy porównujemy to do Windows XP, który był statystycznie dość podatny na infekcje.
    Oczywiście znajdziemy również oprogramowanie antywirusowe na Linuxa od wiodących producentów a także bez względu na stosowany system operacyjny, powinniśmy uważać na niebezpieczne strony www bo pomysłowość twórców złośliwego oprogramowania nie zna granic.
  3. Następną zaletą zastosowania którejś z dystrybucji linuxowych na zamiast Windowsa na desktopie jest dużo mniejszy poziom wymagań sprzętowych niż niektóre wersje Windowsa (zwłaszcza Vista) i w efekcie może się okazać że nasz komputer sprzed kilku lat będzie działał całkiem sprawnie, lepiej niż w wymagających (zwłaszcza pod względem wykorzystywanej ilości pamięci RAM) systemach Microsoftu.
  4. Jeśli mówimy już o wydajności to pamiętajmy o kolejnej fajnej opcji, jaką dają nam systemy linuxowe - możemy używać różnych wersji pulpitu. To zjawisko najczęściej całkowicie obce użytkownikom, którzy przez cały czas korzystali z Windowsa (gdzie jest jedno środowisko graficzne i alternatywy praktycznie nie są znane, choć technicznie są możliwe).
    Oznacza to że w momencie logowania się do komputera wybieramy z jakiego menedżera pulpitu chcemy korzystać - jeśli mamy ochotę popatrzeć na wodotryski i pełne gadżetów pupity, wybieramy odpowiednią "wersję" pulpitu, natomiast gdy cenimy sobie prostotę i minimalizm, możemy wybrać środowisko bardzo minimalistyczne, zużywające niewielką liczbę zasobów - co świetnie się sprawdza właśnie na komputerach o mniejszych możliwościach.
    Innymi słowy - jest pełna swoboda w wyborze pulpitu i nie jesteśmy skazani na jeden, domyślnie uznany przez producenta za słuszny.
  5. Zdecydowana większość oprogramowania, które znajdujemy w praktycznie każdej dystrybucji Linuxa, to oprogramowanie open source lub freeware. To oznacza że raczej jest ono wolne od oprogramowania szpiegowskiego czy zbierającego dane marketingowo-statystyczne.
    To dwie zalety w jednym - z jednej strony lepiej chronimy naszą prywatność, z drugiej strony każde oprogramowanie, które w środowisku Windows zbiera dane o nas czy naszych działaniach, upodobaniach itp., również zużywa zasoby komputera czy korzysta z łącza do Internetu. Korzystając z Linuxa nasz komputer ma więcej zasobów na działania, które my mu zlecamy, nie marnuje zasobów na śledzenie naszej aktywności.
  6. Zdecydowana większość oprogramowania w świecie Linuxa to wolne oprogramowanie open source lub freeware. Nie spotkamy tu wiele adware, tak powszechnego w świecie Windowsa (wyświetlanie reklam oraz zbieranie informacji o użytkownikach programu).
    Oczywiście to się stopniowo zmienia i wydawcy niektórych dystrybucji jak Ubuntu stawiają coraz bardziej odważne kroki w rozwoju marketów z aplikacjami - analogicznie jak to wygląda w przypadku Apple i Androida. Jednak aplikacje płatne są na razie niezbyt liczne i można je potraktować trochę jak "ekstrasy". Zresztą często są warte swojej ceny.
    Tak czy inaczej - do normalnej pracy na komputerze wystarcza właśnie ta darmowa większość.
  7. Najpopularniejsze dystrybucje Linuxa mają o niebo lepiej zorganizowany system zarządzania oprogramowanie niż można to zauważyć w Windowsie.
    Nie ma tu zatem sytuacji gdzie każdy program sobie śmieci po systemie jak mu pasuje. Jest cały system zarządzania pakietami, który dokładnie pilnuje gdzie znajduje się każdy z plików, które zostawił każdy z programów. Jest to jeden spójny system, który nie pozwala na samowolę programów w tym zakresie i zostawianie po sobie zaśmieconego systemu.
  8. Czy na Linuxie można pograć czy obejrzeć film, posłuchać radia itp.?
    Odnośnie multimediów to jak najbardziej, stwierdziłbym nawet że często odpowiednie aplikacje do tego są zainstalowane "na dzień dobry". Odnośnie grania to sytuacja jest coraz lepsza wraz z momentem wydania na Linuxa platformy Steam. Nie oznacza to automatycznie że wszystkie gry ze Steam windowsowego zadziałają od razu na Linuxie ale z każdym dniem tych gier pojawia się więcej.
Ale ponieważ nie ma róży bez kolców, więc nie ma też i systemu bez wad - w aspekcie porównania ogólnych cech popularnych dystrybucji Linuxa z systemem Windows:
  1. Z racji tego że jest to jednak całkiem inny system, inne jądro systemu, inne biblioteki czy podejście do sterowników, nie zainstalujemy na nim programu tej samej windowsowej wersji programu, którego instalujemy pod Windows. Mam tu na myśli to że nie możemy pobrać czy przynieść na płytce pakietu instalacyjnego danego programu pod Windows i tak po prostu zainstalować w dystrybucji Linuxa. Musimy znaleźć wersję pod Linuxa, a jeśli jej nie ma to jakiś zamiennik tego programu.
    Oczywiście są linuxowe wersje większości programów albo zamienniki, ale piszę to pod kątem osób, które mogłyby by wpaść na skrót myślowy typu "zainstaluje sobie Ubuntu, wezmę płytki Microsoft Office i Płatnika ZUS i je też zainstaluje".
  2. Część taniego sprzętu jak drukarki czy skanery ma sterowniki od producenta tylko pod Windowsa i Mac'a. Uruchomienie go pod Linuxem nie jest niemożliwe ale czasami polega na wykorzystaniu poradników ludzi którzy sporo się nakombinowali aby uruchomić pod Linuxem dane urządzenie. W takich przypadkach nie jest to po prostu plug'n'play jak pod Windowsem.
  3. Sporo producentów sprzętu czy oprogramowania jeszcze nie  traktuje Linuxa poważnie, nie wypuszcza wersji oprogramowania pod ten system. To się jednak dość szybko zmienia na korzyść Linuxa bo coraz więcej firm widzi w użytkownikach Linuxa potencjalne źródło przyszłych zysków - choć to oznacza że takie produkty niekoniecznie muszą być darmowe - zgodnie z polityką danego procenta.
Podsumowując - komu wg mnie przyda się Linux na pulpicie?

+ osobom które na co dzień korzystają z komputera do generalnie pojętego używania Internetu - czyli poczta, strony www, zakupy online, bankowość internetowa, komunikatory, portale społecznościowe itp.

+ osobom, które korzystają z komputera jak powyżej i do tego mają na głowie kwestię legalizacji Windowsa (czyli np. pirackiego XP, którego chcą zastąpić innym, legalnym systemem),
 
+ osobom które nie chcą płacić za system Microsoftu (albo w cenie sprzętu albo jako zakup dodatkowej licencji) i nie potrzebują do pracy czy korzystania z komputera aplikacji specyficznych dla Windowsa,
 
+ osobom, którym nie wystarczy zwykły pulpit Windows, brakuje mu pewnych funkcjonalności jak gadżety pogodowe, integrujące z sieciami społecznościowymi czy usługami Google,

+ pracownikom firm, gdzie do pracy wystarczy wspomniane już korzystanie z Internetu, a dodatkowo kierownictwo firmy chce się zabezpieczyć przed próbami wykorzystania przez pracowników takiego komputera do celów innych niż zawodowe. Sam fakt "inności" systemu często wystarczy jako element zniechęcający do takich prób. Poza tym na Linuxie łatwiej jest stworzyć odpowiednie ograniczenia bez dedykowanego, z reguły płatnego oprogramowania.
 
+ osobom zajmującym się obróbką dźwięku czy grafiki w oparciu o darmowe czy otwarte oprogramowanie - jest wiele narzędzi do tego służących w środowisku linuxowym,

+ wszelkim amatorom darmowego czy otwartego oprogramowania - pod Linuxem jest go bowiem znacząco więcej niż pod Windows. Zresztą większość open source, jakie znamy na Windows, narodziło się w świecie Linuxa a dopiero potem ktoś zrobił wersje Windows.

Komu bym nie polecał Linuxa?
 
Właściwie nie ma takiej osoby, która z chociażby przejściowego kontaktu z Linuxem nie wyniesie czegoś dobrego. Jednak pewne  jego zastosowania mogą być pełne wyzwań i właściwie opłaca się bardziej zapłacić za Windowsa. Przykłady poniżej:

- wszelkie zastosowania księgowe/kadrowe oraz miejsca gdzie używa się dedykowanego oprogramowania, nie posiadającego wersji linuxowej - czyli wszelkie programy księgowe i oparte na nich pakiety ERP dedykowane pod Windows, Płatnik z ZUS czy inne programy, które są dość popularne w Polsce wśród księgowych czy kadrowych.

- wszelkie miejsca gdzie do pracy konieczne jest oprogramowanie graficzne czy projektowe producentów Adobe, Corel, Autodesk itp. Na chwilę obecną nie słyszałem bowiem o skutecznym i wspieranym przez producenta uruchomieniu tych programów pod Linuxem.
Są oczywiście narzędzia (jak Wine czy PlayOnLinux), które pozwalają uruchomić znaczną ilość programów dla Windows, jednak w przypadku tak poważnych zastosowań jak prace projektowe czy graficzne, nie chciałbym nikomu gwarantować stabilności takich rozwiązań.

- miejsca gdzie wymaga się wykorzystania pakietu Microsoft Office w zakresie nie oferowanym przez darmowe odpowiedniki (np. Exchange, dokumenty ze złożonymi makrami czy dedykowanymi dodatkami).
 
Zachęcam więc do sprawdzenia jak sami czujemy się w tym systemie.
Oczywiście w przypadku osób nie mających doświadczenia z partycjonowaniem dysku czy instalacją Linuxa, najlepiej poprosić kogoś o pomoc, sprawdzić to w maszynie wirtualnej albo przy pomocy odpowiedniego kreatora instalacji, dostarczonego przez twórców danej dystrybucji. Niezbędne będzie też uprzednie zrobienie kopii bezpieczeństwa własnych danych.
Nieumiejętne operowanie partycjami (własnoręczne zakładanie partycji dla Linuxa czy wygospodarowywanie miejsca na taką instalację poprzez zmniejszenie partycji Windows) może skończyć się bezpowrotną utratą naszych danych.